Jestem na bieżąco z kolejnymi książkami. To dobry znak. Życie wchodzi na dobre tory. Budujące jest to, że mimo trudności, zmęczenia, jedno jest niezmienne w naszej codzienności - wspólna lektura. Tygrys, podobnie jak ja, nie potrafi chyba pójść spać, jeśli w ciągu dnia nie przeczytamy chociaż kilku stron. A książki czytamy coraz obszerniejsze, choć zdarzają się i takie na jeden wieczór. W tym miesiącu sporo książek z domowej biblioteczki, ale i nie brakuje nowości z miejskiej. Lubię naszą bibliotekę za to, że jest otwarta na propozycje czytelników. Tym samym panie bibliotekarki nie raz uratowały nasz domowy budżet. A najlepsze jest to, że pamiętają o tym, żeby od razu nam pewne nowości zarezerwować. Nawet, jak nie prosimy. Znają już nasze gusta. Ostatnio nawet przytoczyły nam pewną rozmowę/anegdotę: jedna zamawia książki, druga patrzy na tytuł i pyta: a kto to będzie czytał? Jak to kto? Wiadomo - odpowiada pierwsza. Dziwię się, bo moim zdaniem książka bardzo wartościowa. Cóż, rzecz gustu. Ale do rzeczy. Nasza październikowa, dość obszerna lista...