wtorek, 30 sierpnia 2016

Niezdecydowana gaduła – 21 za nami

Dziś podsumowanie miesiąca zacznę od kilku sytuacji, oczywiście z Tygrysem w roli głównej, żeby uniknąć żalenia się na upływający czas.

Pierwszego dnia 21 miesiąca podczas spaceru, Dziadka i Tygrysa złapał deszcz. Schronili się na bazarku pod straganem, traf chciał, że z bielizną damską. Na widok biustonoszy Chłopiec rozkrzyczał się: czapa, czapa :)

Następnego poranka szykuję mleko i odliczam miarki mleka. W pewnym momencie gubię się, bo przy każdej łyżeczce słyszę: druga, druga i tak do sześciu.

Kolejna sytuacja… Nocujemy u Dziadków. Rano Tygrys wskazuje na Babcię i woła mama mama. Dobrze, że ta była przytomna. Wystarczyło, że zdjęła kapcie, w których zazwyczaj chodzę podczas wizyty u Rodziców i nałożyła Swoje. A kto pozwolił chodzić w nie swoich kapciach (nie ważne, że w swoim domu)?

Jesteśmy w sklepie. Tygrys zatrzymuje się przy palecie z puszkami ze złocistym trunkiem. Wskazuje po kolei na każdą kolejną i mówi: muuu. Po chwili załapaliśmy, że na obrazku był mieszkaniec prastarej puszczy. Dobrze, że nie krzyczał kawa.Z czasem przeszliśmy poziom wyżej, bo muuu to także inny trunek – żubrówka.

Poranek podczas urlopu. Tygrys aktywny od godziny 5.40. Tatatu, który miał tego dnia dyżur, pokłada się obok mnie, żeby złapać choć jeszcze chwilę w pozycji leżącej, a Tygrys biega z okrzykiem am na ustach. Na nic zdają się tłumaczenia, że przed godziną jadł. Po chwili zadowolony wraca z kuchni wołając góra (ogórek) i wielką żółtą cukinią w dłoniach. Tyle, że z głodu chyba zapomniał, że nie lubi ogórków, przynajmniej świeżych.

Tygrys coraz gorzej znosił codzienne dojazdy. Zwykle ratowaliśmy się bajkami. Do tej pory rządziły Mi mi (Domisie). Teraz powodzeniem cieszą się Tu tu (Stacyjkowo). I tak pewnego dnia Synuś dopomina się o bajkę. Zgadzam się, ale unosząc jeden palec do góry, mówię jedna. Na to Dzieć unosi dwa palce i mówi druga. Nie z nami te numery :)


Mamatu sprząta M2, Tatatu z Tygrysem rozbijają się po mieście. W ZOO obok jednego z wybiegów przebiega na oko 4 – 5 latek i woła koza koza.  Za nim biegnie nasz Synuś z tym samym okrzykiem na ustach. Na to starszy nieznajomy z radością mówi do swego taty: Tato nauczyłem tego chłopca mówić koza.



Pewnego dnia do naszego mieszkania zapukali panowie, żeby zamontować rolety. Tygrys z początku się zdenerwował, ale po chwili pouczał montażystów, co mają robić, powtarzając góra, dół.  Dopilnował, żeby nie zapomnieli o roletach w dolnej i górnej części drzwi balkonowych.

Jesteśmy na mszy (nie jest łatwo, ale latem na podwórku dajemy radę, w chłodniejsze dni w zakrystii będzie trudniej). Tygrys po raz drugi w tym miesiącu wrzuca grosik na tacę. Tym razem dla księdza. Jak ten odchodzi, Tygrys wskazuje na duchownego i woła: bozia ku radości wiernych. Udało się co nieco wytłumaczyć i teraz ksiądz jest papa. Podobnie, jak samoloty na niebie. A dlaczego? Oglądał z nami relację z pobytu w Polsce Ojca Świętego i widział Papieża odlatującego samolotem.


Siedzimy z babcią Tygrysa w kuchni. W pewnym momencie Chłopak wychyla się zza ściany z uśmiechem i mówi: ku ku. Ależ to urocze.


21 rozpoczęła nam się niezbyt fortunnie. Licznymi upadkami, w tym fikołkiem na zjeżdżalni. My przerażeni, Chłopak zapłakany, ale z powodu powrotu do domu, a nie upadku. Mieliśmy jeszcze płyn do baniek w oku i paszczy. Zwalone na Tygrysa krzesełko. Niezła dawka stresu. Czy tak już będzie zawsze? Mimo siniaków, zadrapań, działo się wiele dobrego. Tygrys rozgadał się na potęgę. Wiele słów pojawia się jednorazowo, bo Chłopiec sporo po nas powtarza. A z nowych:

- zioo: zoo
- siusiu
- buziak
- dzi: drzwi
- bania: bańka
- kuzia: kałuża
- dół
- jak, pewnie się wzięło stąd, że ciągle pytamy jak się nazywa Tygrys, mama czy tata
- papek: pępek
- boje
- bada: lekarz albo przychodnia; wypowiada to słowo wskazując na budynki podobne do tego, w którym mieści się nasza poradnia
- pija: czasem zastępuje gol, czyli piłkę
- kujia: skóra
- goń
- guzik
- kólik: królik
- Bombik, bohater książki czytanej na dobranoc od kilku tygodni, utożsamiany z każdym napotkanym słonikiem
- wkoło
- ułała: kupa.

Synuś buduje też pierwsze zdania dwuwyrazowe: goła pupa, [czegoś] nie ma, tam ja. I zdanko, nad którym musiałam przeprowadzić dość szybki proces myślowy, ale dałam radę: mama pupa, co znaczy mama usiądź. Młodzieniec zaczyna nieśmiało odmieniać słowa, a zaczął od wołania: Mamo, Tato. Coś pięknego. Zwłaszcza rano, choć zależy, o której godzinie :) Tygrys lubi też sobie podśpiewywać. Najbardziej kwestię ijaijao z piosnki o farmerze i uha ha uha ha z dośpiewywanym przez nas: nasza zima zła. Kompozycje własne są równie urocze.

Ku mojej radości, z początkiem 21 miesiąca Synek zaczął wypowiadać moje imię, co prawda z jedną literówką, ale co tam :) Imię Tatatu też powtarzał, ale zapytany, jak się nazywa Tata, powtarza moje imię. Niestety z końcem miesiąca imię poszło w zapomnienie.  

Od dawna woda to kawa, która nabrała nowego, dość obszernego znaczenia. Tygrys na mijane po drodze stacje benzynowe woła kawa. I wcale nie chodzi o tę z ekspresu, tylko o tę tankowaną do baka. Poniekąd sami się do tego przyczyniliśmy, tłumacząc, że autko potrzebuje benzyny tj. jedzonka.

Tygrys upodobał sobie gwizdki i trąbkę tzn. lejek, który wkłada do buzi i woła tru tu tu.
Koło w samochodach rozpoznaje i nazywa już jakiś czas. Teraz załapał kształt i rozpoznaje koła w Swoim otoczeniu.

Podczas spaceru upodobał sobie podnoszenie koszuli i pokazywanie brzucha i pępka,  ku Swojej ogromnej radości. Czasem z okrzykiem goły papek.

I znowu się przytula, wtula, obejmuje :) A przed snem woła do każdego z nas: buziaka, nadstawiając policzek. Czegoż chcieć więcej. 

Sam próbuje jeść łyżeczką i widelczykiem. Dalej wśród zabawek królują autka i książki, ale w ruch poszły drewniane klocki. Chłopak spokojnie buduje 6-7 pięterek. I wreszcie działamy artystycznie. Farbki, pieczątki spodobały się Tygrysowi. Gorzej z myciem łapek po wszystkim.





W tym miesiącu zamoczył pierwszy raz stópki w wodzie. Początkowo opornie, a koniec końców nie wychodziłby z wody.


Opór Tygrysa przed ludźmi jest znany, ale przybrał na sile. Co prawda histerii nie ma, ale okrzyk nie (na zmianę z tam) i wymachiwanie rękoma w stosunku do każdej zbliżającej się obcej osoby. W sumie nie tylko obcej. Zdarza się i wobec dziadków i nas. Do tego brak zdecydowania. W jednej sekundzie Młodzieniec chce iść, jechać wózkiem i być noszonym na rękach. Mamy za sobą pierwsze pokładanie się na podłodze w sklepie i na chodniku też. Jednym zdaniem – będzie się działo.


14 komentarzy:

  1. Oj jo joj, będzie się działo, ale dacie radę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale z Waszego Tygryska aparat ! :) Miło się czyta o tych zabawnych sytuacjach z jego udziałem - i po raz kolejny powtarzam sobie, że muszę też zacząć takie rzeczy spisywać, żeby nie uleciały nam z pamięci.

    A że będzie się działo - to pewne ;) Wyprzedzamy Was wiekowo o tych kilka miesięcy i jeśli słynny bunt dwulatka będzie przebiegał u Tygryska podobnie jak u Bąbla - to jeszcze wszystko przed Wami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam bardzo słabą pamięć, więc tym bardziej muszę zapisywać. A Tygrys będzie miał fajną pamiątkę. Pewnie gdyby nie blog, trudniej byłoby mi się zmobilizować.
      Już nie raz przekonałam się, że zachowania, o których czytałam u Was, po jakimś czasie widzę u nas. Tyle, że miłość do biedronek była bezbolesna. Teraz będzie ciekawiej :)

      Usuń
  3. Ależ ROŚNIE :) to chyba tak zawsze jest, że czyjeśc dzieci "rosną szybciej" nie? ;) Jak na moich pattrez to tak nie widzę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rośnie? Ja właśnie tego nie zauważam, ale dobrze, że ktoś z boku potwierdzi :)

      Usuń
  4. Ale sie usmialam! Swietna gadula!!! Z tego "mama pupa" padlam! Czyli syn powiedzial Ci, tylko grzeczniej, ze masz siasc na doopie! :D

    O, rzucanie sie na ziemie w miejscach publicznych dobrze znam! Jak Nik zrobil to pierwszy raz, stanelam jak wryta, bo Bi nigdy sie to nie zdarzalo. Ale doczekalam sie syna i prosze, jakie kwiatki! ;) Pociesze jednak, ze przynajmniej Kokusiowi, dosc szybko to przeszlo. Teraz urzadzi darcie, owszem, na caly sklep, ale na ziemie nie rzuca sie juz od dluzszego czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No żesz faktycznie to ugrzeczniona wersja :) W sumie taka komenda od czasu do czasu wskazana, bo ja nie umiem usiedzieć w miejscu. Także dobrze, że dziecko czasem mnie zatrzyma, ale że dwulatek? :)
      Zobaczymy, jak u nas będzie ze sklepami. W sumie nie dziwię się maluchom. Tyle bodźców na raz.

      Usuń
  5. u nas cięzko z mową u mojego dwulatka...
    jak chcemy cos dźwiękonaśladowczego usmiecha się szelmowsko i ucieka...jakby wiedział o co chodzi;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dziecko ma swój rytm. Tygrys Sam dobiera sobie zasób słownictwa, zwykle nas zaskakując. Niekoniecznie jest chętny do powtarzania słów, o które prosimy.

      Usuń
  6. Co za agent :) Wiesz, w sumie biustonosz może się kojarzyć z czapą :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skojarzenie było jak najbardziej poprawne. Oby tylko Tygrys nie zaczął przymierzać moich staników na głowę, chociaż rozmiar chyba nie ten :)

      Usuń
  7. Będzie się działo! Moje dziewczyny czasami kładą się na podłodze w sklepie z wielkim krzykiem, ale nie w ataku histerii tylko uciekając przed czarownicą :)

    OdpowiedzUsuń