sobota, 27 sierpnia 2016

Miodobranie

Jakże wielkie było zdziwienie Tatau, gdy pewnego weekendowego poranka zobaczył dno w słoiku z miodem. Jak nigdy, zapasy skończyły się dość wcześnie. A to za sprawą pozostałej części plemienia, która raczyła się złotym przysmakiem. To, że Tygrys jest uzależniony od miodu, wiadomo od dawna. Biz bzi z bułą jadłby na okrągło. Ale Mamatu, wcinająca miód… To trudno pojąć. Tatatu nie pozostało nic innego, jak zabrać rodzinę na miodobranie i zaopatrzyć się w kilka słoików.

Tydzień temu jak co roku (już po raz drugi z Tygrysem), niczym niedźwiedzie szykujące się na długą i ostrą zimę, zawitaliśmy do Tykocina na Biesiadę Miodową. Szybki rekonesans i przystąpiliśmy do degustacji. A było w czym wybierać. Kilkadziesiąt gatunków miodu. Ja aż takim smakoszem nie jestem i już przy trzeciej łyżeczce na jednym stoisku zaczynałam się gubić. Miałam swoje typy i z nimi wróciłam do domu. Tygrysowi zasmakowałby każdy gatunek, byle miód, czym wzbudzał uśmiech na twarzach pszczelarzy. Jedną Panią Chłopak tak oczarował, że dostał malutki słoiczek złocistego przysmaku – lipowego. Za to Tatatu lubi sobie posmakować i wrócić do domu ze smakiem, którego do tej poty nie znał. A że ceny w tym roku były przystępne będziemy zajadać się sześcioma gatunkami miodu.





Jest nadzieja, że 6 litrów (po 2 na głowę) wystarczy nam do następnego lata :) I że dzięki poczynionym zapasom choroby będą trzymały się od nas daleko. Nie ma to, jak naturalny antybiotyk.


Rodzice raczyliby się jeszcze dłużej, ale Tygrys ma ograniczoną wytrzymałość, nawet przy swojej miłości do miodu. Poza tym pogoda była tak piękna, że z Tykocina popędziliśmy nad wodę, z której Chłopak by nie wychodził. Podobnie spędziliśmy czas dzisiaj. A jutro oddajemy Synka pod opiekę „drugiej” babci i pędzimy na koncert z udziałem naszej przyjaciółki.


18 komentarzy:

  1. Też jesteśmy wielkimi smakoszam miooodkuuu. Naszą tradycją stały się wieczorne herbatki z miodem i malinami, więc bakterie i choroby nie mają zbytniego pola do popisu :-) Kupujemy miód od naszej koleżanki z jej rodzinnej pasieki - palce lizać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie przepadam za miodem ale moi chłopcy lubią do mleka czy na kanapkę bo słodkie. A co do wycieczek nad wodę to się wcale Tygryskowi nie dziwię ze taki chętny sama bym się pochlapała w zimnej wodzie w takie upały jak u nas ostatnio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tatatu właśnie pochłonął kubek mleka z miodem :) Ja wolę wersję kanapkową i aż trudno uwierzyć, że do niedawna nie lubiłam miodu. Ja co prawda niezbyt komfortowo czuję się nad wodą, ale tym razem nogi moczyłam z przyjemnością.

      Usuń
  3. Najbardziej mnie rozczulił ten mały słoiczek na tle gigantów ;) I fajnie, że macie taką rodzinną tradycję:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehehe, szesc litrow to nam ledwie starczylo na zime! ;) Tyle, ze nas jest czworo.

    Bo my tez miodozerni i mamy znajoma pasieke. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piąteczka :) Podejrzewam, że zaopatrzymy się jeszcze w miodzik na lokalnym ryneczku.

      Usuń
  5. Miodki :) Ja specjalnie nie przepadam, ale mój mąż zdecydowanie miodki uwielbia. Muszę mu pokazać jakie zapasy macie. Takich smaków nie mieliśmy jeszcze. W planach jest zrobienie zapasów na zimę (zaopatrujemy się u jego kolegi).

    Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że macie sprawdzone miejsce. My zwykle też w ten sposób zaopatrywaliśmy się, ale na biesiadzie jest różnorodność smaków.
      Buziaki

      Usuń
  6. Ja za miodem nie przepadam obecnie ale kiedyś to tak samo jak Tygrys z bułką miodową chodziłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno smak zmienia się, co 7 lat :)

      Usuń
  7. Ale super! Marzy mi sie od dawna miod wrzosowy- wieki go nie jadlam a to moj ulubiony ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzosowy nie rzucił nam się w oczy. Chyba jeszcze za wcześnie.

      Usuń
  8. Moja córka uwielbia herbatkę z miodem i cytryną, zimą to podstawowy składnik w naszym domu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas miód nie jest jakimś najbardziej ulubionym specjałem, ale za to taki kapelusz pszczelarski też ostatnio miałam okazję założyć :) Ten Tykocin to musi być naprawdę sympatyczne miejsce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam. Wyglądałaś cudnie, jak właścicielka pasieki :) Tykocin dla nas to taki podlaski Kazimierz. Może kiedyś uda nam się pokazać więcej tego magicznego miasteczka.

      Usuń