czwartek, 7 lutego 2019

Tygrys w czterolatkach

Dlaczego Pan Bóg tak stworzył świat, że jest 5 dni w przedszkolu i 2 w domu, a nie odwrotnie?

To pytanie doskonale oddaje stosunek Tygrysa do przedszkola. Synek jest akurat w tej grupie dzieci, która do rzeczonej placówki  uczęszczać nie chce. Tylko specjalnie wyjścia nie ma, bo nie możemy pozwolić sobie na odejście z pracy. Poza tym, nie tylko o to chodzi. W naszym najbliższym otoczeniu nie ma dzieci, a przedszkole jest jedyną okazją do kontaktu z rówieśnikami. Ileż można przebywać z rodzicami i dziadkami. Wiem, że nasze Dziecię ma inne zdanie i zupełnie by Mu to nie przeszkadzało.

Do przedszkola jednak chodzi. I tak naprawdę w tym roku nie jest tak źle, nie licząc przerw, po których nie chce wracać do placówki. Przed poświątecznym powrotem zaliczyliśmy nocną histerię, poty, płacze. Na szczęście to rzadkość. Koniec końców ten rok nie jest taki zły. To zupełnie inna jakość życia. Zdarzają się poranki, kiedy Tygrys dość głośno daje wyraz swojemu niezadowoleniu, ale w większości spokojnie jedzie do przedszkola, a drogę mamy przecież teraz trochę dłuższą. Są nawet takie poranki, kiedy nie potrafi się w szatni skupić na przebraniu, bo już zagląda do sali, do kolegów. Generalnie z tego co wiemy i widzimy, jest lubiany. Jak wchodzi do sali, dzieci się cieszą i wołają “O… Tygrys”. Synek ma ulubionych kolegów, choć z jednym mamy problem. W zeszłym roku chłopaki byli w konflikcie, bo obaj lubią dominować. W tym, pozycje zostały ustalone. Kolega D. całkowicie zdominował Tygrysa, który potem odreagowywał całą sytuację w domu. Synek nam się skarżył, ale interweniowaliśmy po tym, jak na wspólnych warsztatach z dziećmi przekonaliśmy się, że nie wyolbrzymia sprawy. Kolega D. decyduje za Młodego o wszystkim. Gdzie ma pójść, co ma robić, z kim się bawić, komu pożyczyć zabawkę. Jak się Tygrys nie podporządkuje to ciągnie go “za fraki”. Poprosiliśmy o wsparcie panią, sami rozmawiamy, tłumaczymy. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami podołamy. Tym bardziej, że okazało się, że nie tylko my skarżymy się na zachowanie kolegi D. Jedna z babć skarżyła się, że ten nie pozwala jej wnukowi bawić się z Tygrysem. Problemem był też brak stałości ze względu na codzienne zmiany pań. Dopiero teraz w styczniu grupa Młodego ma stałe nauczycielki, bo jedna z nich wróciła po urlopie. Może wszystko się unormuje i Chłopak będzie spokojniejszy.

Za nami pierwszy występ z okazji święta przedszkola. Byliśmy niesamowicie dumni, kiedy Tygrys w obecności swoich rówieśników i rodziców z dwóch grup przedszkolnych, bez problemów chwycił za mikrofon i powiedział swoją kwestię. Nie pała miłością do występów publicznych (nawet domowych dla nas), ale w dniu babci i dziadka także sobie poradził. Według dziadka najlepiej z grupy. Wiadomo :)

Synek edukuje się też w innych sprawach. Sikanie do jednej muszli (sama widziałam :) sprzyja rozmowom o życiu. Także niespecjalnie zdziwiło mnie (choć zaskoczyło) pytanie, które jakiś czas temu zadał mi Tygrys przy konsumpcji kanapki (dobrze, że ja wtedy nic nie jadłam): Mama, a ty masz c...ę. Oczywiście potwierdziłam. Musiałam też wytłumaczyć gdzie mam ten rzeczony narząd. Teraz pozostaje mi czekać na kolejny zestaw pytań. Koledzy z pewnością o to zadbają.

Cieszę się, że nie przenieśliśmy Tygrysa do innego przedszkola. Nie to, że jestem zadowolona. Nie jestem, ale moje odczucia są mało istotne. Najważniejsze, że Synek wrócił do swoich kolegów. Odpowiada Mu też temperament Pani A., która jest z nimi od początku. A o nowej Pani wspomina, że jest miła. Może jak są już obie to trochę się rozkręcą i więcej zacznie się dziać.

Za to nam atrakcji nie brakuje. Wszystko za sprawą innych rodziców, którzy mają przedziwne pomysły na życie czterolatków. Jedna z mam przestała się do mnie odzywać w okolicy Dnia Nauczyciela. Nie zapałałam entuzjazmem (podobnie jak pozostałe mamy z trójki i wychowawczyni) do jej pomysłu zorganizowania w listopadzie czy grudniu wycieczki. Wcześniej miałam z nią przejścia przy okazji święta nauczyciela. Generalnie to ten typ, co wie wszystko najlepiej. Poza tym ma dużo wolnego czasu i wymyśla. Do tego z ambicjami. A wystarczyło przyjść na zebranie, by być w trójce. Mi wcale nie uśmiecha się robienie za stójkowego, zbieranie tych 5 zł i jeszcze wysłuchiwanie rad od takich pań. Także przedszkole przynosi nowe doświadczenia nie tylko dla Tygrysa, ale również dla nas. Podejrzewam, że jeszcze nie raz zaskoczy nas pomysłowość co poniektórych rodziców. Pocieszające jest to, że poznaliśmy kilkoro naprawdę bardzo sympatycznych i pomocnych.

Kolejne doświadczenie… Weszliśmy w rolę Mikołaja i Śnieżynki podczas przedszkolnej zabawy choinkowej. Tata Tygrysa świetnie sobie poradził, choć był takim (hmm…) nowoczesnym Mikołajem. Dzieciaki pękały ze śmiechu, kiedy się z nimi wygłupiał. Niektóre obchodziły Mikołaja z każdej strony. Chyba kogoś im przypominał. Tygrys też stwierdził, że jest podobny do Taty. Ze względu na inne dzieci, które były święcie przekonane, że to prawdziwy święty Mikołaj, nie mogliśmy Mu powiedzieć prawdy. Synek wiedział, że to przebieraniec, pomocnik świętego Mikołaja, a że podobny do Taty… :) Byłam z obu dumna. Z Taty i Tygrysa, którzy nie lubią nowych sytuacji, a doskonale sobie poradzili.

...........

Dopisek:
Powrót po feriach okazał się nie tak straszny, jak się obawialiśmy, ale niestety pojawił się problem w osobie pani E. Tygrys ma z nią problem, my zresztą też. Popłakuje, kiedy pani E jest na rannej zmianie. Pani E. jest głośna, ma za nic wszelkie zasady, ma mocny charakter (sama przy niej czuję się jak przedszkolak) i ma wizję prowadzenia grupy, która nam nie pasuje. Pani E. idzie dość mocno w zajęcia dydaktyczne. Nie, żeby mi to nie pasowało, ale wszystko w rozsądnych granicach. Czterolatki to jeszcze małe dzieci. Ciężko im wytrwać przy stoliku przez dwie godziny, jak to założyła pani E, bo wiadomo - ma wtedy święty spokój. Ostatnio mieliśmy problem. Tygrys nie znosi rysować (kolorować bardzo lubi). Tymczasem dzieci miały za zadanie narysować cztery pory roku i to jak to pani określiła “do ostatniej kreski”. Nasze dziecię (jak większość innych, bo widziałam prace) ma problem z konkretami. Dalej operuje plamami. Zdarza mu się rysować postaci, ulubione żyrafy, może jeszcze słoneczko (załapało się na część z latem) i tyle. Żaden kwiatek, drzewo, bałwan. Przeżył ogromny stres, bo nie potrafił tego zrobić, a pani wymagała. Mało tego bardzo ingerowała w jego pracę, wciskając nam, że jedyne w czym Młodemu pomogła to jesienne drzewo. Minęła się mocno z prawdą, bo znamy możliwości naszego dziecka, zresztą On sam nam powiedział, czego nie zrobił samodzielnie. Jeśli sytuacja się powtórzy pozostaje nam uświadomienie pani E., że nasze dziecko nie musi być sławnym artystą i nie będziemy mieli pretensji, gdy będzie rysował sam, bez jej pomocy. Zresztą za pomocą plam i kolorów, też można świetnie oddać klimat pór roku. Inna sprawa. Pani E. oczekuje od czterolatków wiedzy na poziomie szkolniaka. Ostatnio musieliśmy uporządkować wiedzę Tygrysa po zajęciach poświęconych Polsce. Dla mnie wystarczy, że wie w jakim kraju mieszka. Kojarzy stolicę, Wisłę, kilka innych miast, symbole narodowe. Choć dla niego najważniejsze i tak jest to, gdzie mieszka. Dla niego Polska to nasza okolica. Dla pani to za mało. Wprowadziła pojęcie województwa i stolicy województwa, a to zdecydowanie za dużo. Młody zupełnie się pogubił. A dobiła nas tekstem na temat charakteru naszego dziecka (zresztą jej ulubionego, bo nie sprawiającego kłopotów). Jakiś taki nieśmiały, wystraszony. Zalecenie (cytuję) “róbcie coś, bo wychowacie kalekę”. To jest pedagog? Zero wyczucia. Jak dla mnie to ktoś taki nie powinien mieć kontaktu z dziećmi. Póki co uważnie się pani przyglądamy, żeby w razie czego interweniować, choć (o zgrozo) podejrzewam, że to ten typ, który ma głęboko w poważaniu i dzieci i rodziców. I to jest najbardziej smutne i straszne.

A poniżej radosna twórczość Przedszkolaka...






9 komentarzy:

  1. Zacznę od końca, bo aż zaniemówiłam... Rany, ja co prawda mam 3latki ale wciąż walczę o to, że miały jak najwięcej zabawy, ruchu, integracji między sobą, a jak najmniej wtłaczania wiedzy. Moja pani dyrektor z kolei mam wrażenie, że jest ciut bardziej po stronie modelu pani E.
    I naprawdę nie wyobrażam sobie, mając teraz przed oczami mają grupę, żeby za rok poznawali pojęcia województwo itd. Dla mnie to... szok po prostu. Na to przyjdzie jeszcze czas :( Nie dziwię się, że Tygrys się stresuje obecnością tej pani.
    U nas Lila ma takie przemyślenia a propos proporcji między szkołą a weekendem. Do przedszkola chodziła chętniej, szkoła chyba właśnie przytłacza Ją już tą powagą, przymusem nauki... Tym bardziej, że pojawiły się pierwsze niepowodzenia, a to też nie ułatwia sprawy. No nic. Musi przywyknąć. Cały czas tłumaczę Jej, że musi ćwiczyć, wtedy będzie Jej łatwiej. Czytanie idzie już naprawdę nieźle, ale teraz z kolei pisanie idzie bardzo opornie...

    Mamy to są rzeczywiście przedziwne istoty. Patrzę na nie jak na zjawisko od strony pracownika przedszkola i mamy, która siedzi w ławce z innymi mamami. Temat rzeka po prostu :(
    I rzeczywiście, potrafią napsuć nerwów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. PANI Marto czytalam Pani bloga ale zgubiłam kluczyk proszę o nowy. Dziękuję malgorzata.uzdowska@autograf.pl

      Usuń
  2. Początek taki pozytywny, a koniec aż podniósł mi ciśnienie.. Województwa? Ich stolicę? Serio? Moi drugoklasiści uczyli się (zgodnie z podstawą programową) o poszczególnych miastach w Polsce, ale takiej wiedzy jeszcze nie miały.. Owszem, województwa się pojawiały, ale nie wszystkie i nie ze stolicami..
    Na blogu "przysposobienie do życia" pojawił się ciekawy post o tym jak ojciec wykonywał pracę z córką. Ojciec był "tylko" jej rękami przy niebezpiecznych czynnościach, bo to dziecka twórczość, plan i wyobraźnia jest tu najważniejsza..

    Gratuluję Tygrysowi występu :) dziadkowie jak i rodzice na pewno są dumni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz co...chyba się cieszę, że to wszystko już za mną . To były trudne dni , trudny czas i trudne życie

    OdpowiedzUsuń
  4. Rany, ale sie Tygrysowi pani trafila... Moje Potwory maja 6 i prawie 8 lat i wiedza ze mieszkaja w Stanach Zjednoczonych, znaja tez nazwe miasteczka. Nasz Stan ma pechowo dluga i trudna nazwe. Bi ja zna, ale przekreca, Nik sobie przypomni kiedy poda mu sie pierwsze kilka liter. Dopiero w tym roku, w pierwszej klasie, Nik musial wypisac po kolei ulice i numer domu, miasto, stan i kraj i nauczyc sie tego na pamiec. Stolicy Stanu (choc takowa jest) pani nawet nie wprowadza. ;)

    Podsumowanie charakteru Waszego synka to jak policzek! :/ Chociaz co sie dziwic, kiedy moj wlasny tata, ktory zreszta za Potworkami przepada, kiedys wypalil o Niku: "Przestancie sie tak nad nim cackac, bo zrobicie z niego sierote!". To bylo kiedy Mlodszy mial jakies 2 latka i przechodzil okres gdy zanosil sie placzem do omdlenia. Akurat probowalismy go uspokoic bo widzielismy, ze jego placz idzie w niebezpiecznym kierunku, a dziadek rzuca takim tekstem... :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne prace. Moja Myszka przez całe 4 lata nie za bardzo lubiła chodzić do przedszkola. Co prawda nigdy nie płakała, ale co rano pytała ile jeszcze dni do weekendu i czy przyjdę po nią zaraz po obiedzie.
    W szkole na razie jest lepiej. Sama pyta czy może zostać na świetlicy po lekcjach i wracać do domu szkolnym busem. Szkoda tylko, że z lekcjami nie jest tak wesoło :)
    Może Tygrys też bardziej polubi szkołę - jeszcze tylko trochę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ehh pani E. to pomyliła zawody. Smutne to.
    Fajnie że Tygrys tak się rozwija, w swiis tempie. Świetnie koloruje!

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytając , lub słuchając podobnych opinii na temat przedszkolnych wychowawców, zastanawiam się kto ma nad nimi nadzór...kolesiostwo, brak wiedzy przełożonych?
    Tygrys bądź dzielny!

    OdpowiedzUsuń