niedziela, 12 listopada 2017

O matko i córko. Dwa w jednym: skończona 35 i trwająca jeszcze chwilę 36

Blog przykryła w ostatnich tygodniach spora warstwa kurzu. Do tego stopnia, że umknęło mi comiesięczne podsumowanie z życia Tygrysa. 35 już dawno za nami, a za chwilę Synek przekroczy kolejną pełną 12. Nawet nie wiem, kiedy wszedł w 36 miesiąc, stąd dziś dwa w jednym.


Nasze życie w ostatnich tygodniach zdominowało przedszkole, choć Tygrys nie jest jego codziennym bywalcem. Tydzień w przedszkolu, tydzień w domu, choć z tego, co słyszę to i tak nie najgorszy wynik. 1 do 1, a nie 1 do 3, jak mówią znajome mamy. Wiem, wiem… musimy to przetrwać, ale choróbska nie ułatwiają nam przedszkolnej przygody. Mimo, że mamy połowę listopada, to nasza adaptacja wciąż trwa. I to na dwóch frontach - w przedszkolu i w przychodni. Poranki niezmiennie wyglądają tak samo. Płacz, ciągłe pytania: kiedy wrócicie, o której godzinie. Mimo to, widzimy pewne symptomy świadczące o tym, że z każdym tygodniem jest lepiej. Rano Synek tłumaczy nam, że trochę popłacze, a potem się uspokoi i podobno tak jest. Nie siedzi już sam na krzesełku za drzwiami, niczym za karę w kącie. Jest z dziećmi na dywanie. Nieustannie śpiewa piosenkę Jestem sobie przedszkolaczek, która wyprzedziła już na liście przebojów Ogórka. I jakoś specjalnie nie bierze do siebie słów o beksie i mazgaju. Może dlatego, że ma od nas pełne przyzwolenie na płacz. Skoro jest mu źle i smutno, to dlaczego ma tego nie okazywać. Widzimy, że jest bardziej samodzielny (sam zdejmuje ubrania przy toalecie) i kulturalny. Coraz częściej zdarza mu się dziękuję, dzień dobry i do widzenia, choć raczej na obcym gruncie. Wiadomo w domu czy u dziadków można wrzucić na luz, choć walczymy z tym. Coraz częściej Chłopak zaczyna opowiadać o przedszkolu, a to chyba dobry znak. Pewnego poranka po tym, jak usłyszał, że nie jedzie do przedszkola, bo jest chory, zaintonował: Jestem sobie przedszkolaczek, chory przedszkolaczek. Ja tęsknię za przedszkolem. Jak wyzdrowieję wrócę do przedszkola. Taaa… tęsknię, jak wiem, że nie muszę tam być.


Zdarzyła nam się jeszcze przykra sprawa. Pani G., ze względu na którą, wybraliśmy tą, a nie inną placówkę, została przesunięta do innej grupy. Podniosła nam ta sytuacja ciśnienie. O ile jesteśmy w stanie zrozumieć konieczność takiej decyzji, to niekoniecznie już akceptujemy brak informacji ze strony dyrekcji i takie lajtowe podejście do sprawy. Przecież przyjdzie inna fajna pani. Niestety znamy wiele tych rzekomo fajnych pań. Aż trudno mi uwierzyć, że dla pani dyrektor - pedagoga z wieloletnim doświadczeniem - taka zmiana dla trzylatków to nic wielkiego. Cóż… przedszkola przecież teraz nie zmienimy. Pozostaje nam dać kredyt zaufania nowej pani, której nie zdążyliśmy za bardzo poznać, bo za chwilę dopadła nas kolejna infekcja, a co za tym idzie kolejne spotkanie z panem doktorem. Tygrys od początku histerycznie reaguje na służbę zdrowia. Nawet biały fartuch nie jest potrzebny, bo akurat nasz doktor takiego nie przywdziewa. Na szczęście jest bardzo wyrozumiały i widzi postępy Tygrysa na drodze do ich zaprzyjaźnienia się, choć ja wolałabym akurat, żeby okazji ku temu mieli jak najmniej.


A teraz o przyjemniejszych sprawach. Żarcikach, tekstach, sytuacyjkach, postępach, czyli o tym, co lubimy najbardziej.


Częstą zabawą naszego trzylatka są wyścigi. Jakoś nie może przyswoić określeń: jestem pierwszy na mecie, wygrałem. W wydaniu Tygrysa zwycięstwo to: Wygrałem do mety.


Musimy już uważać na to, co wychodzi z naszych ust, bo Chłopak chłonie wszystko, jak gąbka wodę. Nie to, że przeklinamy. Chodzi o różne powiedzonka. Ode mnie przechwycił: O matko i córko, których używa w różnym wydaniu, np. O matko, dużo matków. Jak usłyszałam taki tekst rzuciłam od siebie, że nie jestem matka (w domyśle mamusia, mateczka :), a Młody na to: Jesteś ojciec. Żartowniś jeden.


Tygrys puścił bąka. Tata pyta: Co się mówi? Wybacz - odpowiada Synek. Pełna kultura.


Innym razem poproszony o zrobienie czegoś oznajmił: Daj mi chwilę, to robota dla dwóch. Ale nawet tak ciężka praca Mu nie straszna: To nic takiego, to tylko kaszka z mleczkiem. A wszelkie zadania wykonuje dość szybko, jak chce oczywiście. Ułożysz puzzle Synku? Tak w mgnieniu oka.


Listopad obfituje w naszej rodzinie w okazje do świętowania. Na jednej z imprez pojawia się wuj, którego przedstawiam Chłopakowi: To jest wujek Krzyś. A ja mam kalafiora Krzysia. I nie tylko Krzysia. Babcia o to zadbała.


W dalszym ciągu numer jeden wśród zabawek to samochody i książki (ulubiony temat to pojazdy i zwierzęta, coraz częściej dinozaury). A tak naprawdę Tygrys do zabawy nie potrzebuje rzeczy. Najchętniej bawi się w odgrywanie bohaterów ulubionych kreskówek, co wiąże się ze sporą aktywnością z naszej strony (czasami mamy naprawdę dość). Zabawki są niepotrzebne, ale rodzice niezbędni. A jak na horyzoncie pojawią się dziadkowie, to i oni biegają z nami wokół stołu. Pewnego popołudnia Synek przydziela nam role. Podchodzi do Dziadka i oznajmia: jesteś stary, możesz być dziadzia Albert. Nie ma to jak dziecięca szczerość.



Nieustannie Tygrys zarzuca nas pytaniami. Ostatnio dość ważną kwestią okazało się pochodzenie kiełbasek: Gdzie są kiełbaski? Gdzie one rosną? I przy takich pytaniach coraz częściej zaczynamy myśleć o zmianie diety.


  • Co tu pisze? pyta Tygrys
  • Nie wiem - odpowiadam (nie pamiętam o co chodziło i dlaczego nie znałam odpowiedzi na tak proste pytanie, może napis był w jakimś azjatyckim języku), ale chodzi o ripostę Synka:
  • Nie masz pojęcia czyli. Ano nie miałam.

Trudną do wytłumaczenia kwestią są również pojęcia: dziś - jutro, zwłaszcza, jak jutro staje się dziś. Czasem jest zabawnie. Mama pojedziemy do przedszkola dziś, jutro, pojutrze i we wtorek? I pytania: Kiedy będzie dziś? Kiedy będzie jutro? A ile to niedługo? Zdecydowanie bardziej zrozumiała jest godzina, choć w odbiorze Tygrysa jest o wiele krótsza niż w naszym.


Dość często po domu fruwają różne przedmioty np. smoczek. Młodzieniec po rzucie nie może go zlokalizować i pyta: gdzie jest dinda? Odpowiadam, że tam, gdzie ją rzucił i proszę: poszukaj. Co słyszę? Ja nie chcę poszukać. Ja nie jestem detektywem. Po takim tekście nawet wkurzać się człowiek nie potrafi.


Dzień Tygrys nadal zaczyna od porcji mleka. Wchodzę do pokoju z butlą i oznajmiam: mleko przyszło. Młody na to: Mama, czy ty nie wiesz, że mleko nie może chodzić. Mądrala mały.


Tygrys angażuje nas do zabawy, ale coraz częściej zdarza się, że potrafi choć chwilę zająć się sobą, co daje nadzieję na przyszłość. I wreszcie się wysypiamy. W tygodniu zdarzają się dwie, trzy noce bez pobudek. A po trzech latach, jutro po raz pierwszy nastawiamy budzik, bo Chłopak budzi się około 7 czy 7 z minutami.



Kwestią, która najczęściej wychodzi z ust Młodzieńca jest: coś dobrego. Nie to, że raptem apetyt zaczął Mu dopisywać. Co prawda wiecznie jest głodny i doprasza się o coś dobrego, ale wszystko, co mamy w domu Mu nie pasuje, chyba, że są to słodycze. A ostatnio prosi nawet o coś bardzo, bardzo dobrego. Tyle, że po wyliczeniu różnych przekąsek, okazuje się, że nic takiego w domu nie mamy.

Niestety nadal zdarzają się Młodemu mega histerie, czasem nie do opanowania, którym towarzyszy bicie, rzucanie. Nadal nie pożegnaliśmy się ze smokiem, a kupy lądują w gaciach. Ciągle wszelkie czynności higieniczne to spory stres i dla Tygrysa i dla nas. Musimy też wspierać poczucie własnej wartości Synka. Taka oto sytuacja… Rysujemy kredą po tablicy. Chłopiec jest na etapie plam, które i tym razem wymalował. Obok Tata, który coś tam potrafi w tej materii, namalował wieloryba. Na to Synek przejęty tym, że spod Jego rąk wyszły tylko plamy, mówi: przepraszam. Potrzebuje porządnego wzmocnienia.

Powoli szykujemy się do przyjęcia urodzinowego, którego motywem przewodnim będzie straż pożarna. Oczywiście w ostatnich tygodniach Chłopak zmienił Swoje upodobania. Ma nowych ulubieńców i związane z nimi zabawy, ale o tym w innym wpisie (Zdradzę tylko, że mają związek z podróżowaniem. Pewnego dnia odwiedziliśmy np. Nowy Jorek). Pozostajemy przy straży, której wierny był przez ostatnich 10 miesięcy, bo nowa pasja w dekoracjach urodzinowych byłaby dla mnie dość trudna do zrealizowania.

Dopisek z poniedziałku. Zapomniałam o najważniejszym...
O tym, jak Synek podchodzi do nas, ściska i mówi: Kochana Mamusia/Kochany Tatuś. Na ulubioną pieszczotą przy tym jest szczypanie za policzki. Czuję to potem trzy dni, ale co tam... Dla takich chwil warto żyć :)

17 komentarzy:

  1. Wasz synek jest obłędny - przy tekście ,,wybacz" padłam, ale co tam, kultura musi być :)
    Pozdrowionka serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybacz.... Padłam.
    Cieszę sie że u Was pozytywnie i tyle sie dzieje. Choroby w końcu sie skończą. U nas na szczęście tylko jedna infekcja od wrzesnia. Tfu tfu bo to nic nie wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ten czas leci. Tygrys cudowne postępy robi a jego teksty są obłędne My też urodzinowo, u nas będzie Peppa:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie czyta się takie posty ;) Czas tak szybko mija - już 3 lata. Wesoło macie :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo u was się dzieje :) Miejmy nadzieję, że Tygrys szybko się uodporni i będzie stałym bywalcem przedszkola. "Jestem sobie przedszkolaczek" też u nas króluje niezmiennie od początku roku, ale czasem o przedszkolaczka jest obraza, bo przecież "ja jestem księżniczką, a nie żadnym przedszkolaczkiem" hahaha.
    Ale jak Tygrys opowiada to już dobry znak. U nas w żłobku długo tak było, że E. nie chciała nic mówić, robiła focha i milczała jak grób (mimo, że jak wiesz żłobek uwielbiała) Nie naciskałam i sama po jakimś czasie zaczęła dzielić się tym co było.
    To prawda, że trzeba uważać na co co się mówi, a takie powiedzonka to chyba najszybciej podłapują, prawda? :)
    U nas też królowała Peppa a ostatnio Księżniczka Zosia. Bardzo dużo gadżetów można kupić na Allegro, polecam wszystkim.Kupiłam również takie fajne szablony, które potem samemu się drukuje i np. składa jak pudełko, albo nalepia na dzbanek z sokiem itd. Jeśli ktoś potrzebuje, napiszcie, podzielę się :))
    Taka dygresja mała, przepraszam :))
    Wiesz, też się boję co będzie jak dziewczyny zaczną pytać skąd się bierze mięsko, zwłaszcza, że sąsiedzi są wegetarianami...
    pozdrowionka dla Tygryskowej rodzinki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. super jest i tak trzymać dalej a ostatnie słowa najpiekniej wzruszają :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli jakaś piosenka przebił Ogórka to musi być naprawde dobra!
    Dziś widziałam piekny zestaw strażacki z Klocków Blocków :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawdziwe życie jest znacznie ważniejsze, a blog nie zając, nigdzie nie ucieknie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dzieci szybko rosną. Moja córka to lubi Krainę Lodu i kiedy zamawiałam tort dla niej na urodziny to modliłam się w duchu, a by nagle nie zmieniła upodobań. :)

    Ja swój blog też zaniedbałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Małymi kroczkami do celu... Przyjdzie pora na pokochanie przedszkola i pożegnanie smoczka... :-)
    Co do tekstów... Och uwielbiam tą dziecięcą słowną kreatywność i szczerość ;-)
    Tygrys to bystry chłopczyk :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czas bardzo szybko płynie...
    Uśmiechnęłam się na 'wybacz' Waszego synka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Gdzie rosna kielbaski?", o matko!!! I wez tu odpowiedz szczerze, ale nie drastycznie! :D

    Tydzien w przedszkolu, tydzien w domu, to naprawde dobry wynik! Moja mlodsza siostrzenica, od poczatku roku, byla w przedszkolu 9 (slownie: dziewiec) dni!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wybacz... 😂😂😂
    Jest moc!

    Mamo, skąd się biorą parówki? Rosną ? - mnie to pytanie zastrzeliło kiedyś. I dokładnie, weź tu dziecku powiedz a potem czytaj książeczki o słodkich krowkach muu i różowych świnkach

    Zmiana pani u trzylatków faktycznie słabe. Trzymam kciuki, aby jednak szybko się z nią Tygrys zaprzyjaźnil.

    Kiedy jest jutro Haha, dzieci są boskie . U nas cały czas u Tolci jutro kroloje jako wczoraj i nie ma zmiłuj. A już padam jak z nerwem nam tłumaczy, że przecież ona np coś tam jutro już to zrobiła 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, nie wiem co mój słownik miał na myśli, ale oczywiście chodziło o "króluje" ;)

      Usuń
  14. Super dialogi :))) Brawa dla Tygryska, dzielnego przedszkolaka :)
    U nas dziewczyny dalej raczej nie chorują, za to chłopcy i owszem - czyli jak zwykle. To już chyba tak jest, że jedni mają lepszą odporność, inni gorszą i niec się na to nie poradzi Próbowałam wszystkiego u chłopaków, tyle specyfików na odporność i nic. A dziewczynom w sumie nic nie daję i co najwyżej katar mają czasem. Ech.
    1:1 to faktycznie dobry wynik :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety ja często mam wrażenie, że Panie w przedszkolach są tam za karę.

    OdpowiedzUsuń