środa, 13 września 2017

O śpiewankach po raz drugi

Książki czytamy, oglądamy, lubimy się nimi otaczać. Książki rozeszły nam się po całym domu. Dorosłe w większości są w pudłach na piętrze. Czekają na nowe miejsce przeznaczenia. Za to Tygrysa, w ciągu dnia są wszędzie. Pewnego razu postanowiłam przejrzeć księgozbiór Synka i podzielić się niektórymi tytułami z maluchami, które pojawiły się w naszym otoczeniu. Okazało się, że mogliśmy się podzielić zaledwie kilkoma tytułami np. z kontrastowymi obrazkami dla najmłodszych. Pozostałe są mniej lub bardziej eksploatowane przez naszego małego czytelnika.


Od dawna, a w zasadzie od początku, Tygrys chętnie sięga do serii, którą nazywamy śpiewankami (TU). Te niewielkiego rozmiaru książeczki, ale z piękną szatą graficzną pozwoliły mi przełamać się i zacząć śpiewać Synkowi. Powtarzane wciąż na nowo i na nowo sprawiły, że w tej chwili Synek sam wyśpiewuje Jadą jadą misie, Stary niedźwiedź czy Jedzie pociąg z daleka. A jedną z naszych ulubionych piosenek, która wywołuje uśmiech na twarzach i do której wymyślamy nowe zwrotki jest Gdzieżeś ty bywał czarny baranie? Przygoda z tą piosenką rozpoczęła się właśnie od książeczki od Wydawnictwa Muchomor. Żałowaliśmy, że nie udało nam się dostać wcześniej wydanych tytułów: Przybieżeli do Betlejem czy Ptaszek z Łobzowa. Tym większa była nasza radość, jak na majowym Festiwalu Książki Artystycznej dla Dzieci zauważyliśmy kolejną książeczkę z serii i to z ulubioną piosenką Tatatu z dzieciństwa. Piosenką, która i Wam nie jest obca. I za chwilę pewnie mi się oberwie, bo jak hopsa sa wejdzie Wam w głowę to nie przestaniecie śpiewać do końca tygodnia. Jak się domyślacie naszą kolekcję uzupełniliśmy o tytuł My jesteśmy krasnoludki.





Słowa tej dziecięcej piosenki nie są nam obce, ale w takim wydaniu chętnie się nimi posiłkujemy. Krasnoludki w wydaniu Agnieszki Żelewskiej sprawiają, że chce się do nich sięgać ciągle na nowo. Tym razem artystka zaskoczyła nas inną techniką. Z kart spoglądają na nas urocze wycinankowe krasnale w krasnych, wielgaśny czapach. Nie ma opcji, żeby buzia małego czy dużego się nie uśmiechnęła na ten widok i nie otworzyła do śpiewania. A dynamiczny tekst tylko do tego zachęca.

Na koniec przyznam się Wam do czegoś. Ze śpiewankami i tak trudno byłoby nam się rozstać. Bo to nie tylko książeczka. To małe dzieło sztuki. Do czytania/śpiewania/oglądania.

ilustracje: Agnieszka Żelewska
format: 150 x 150 mm
stron: 10
2017 r.

16 komentarzy:

  1. U nas podobny problem z pozbyciem się książek ;-). Tylko kilka sztuk oddałyśmy lub sprzedałyśmy a reszty szkoda. Bo niby jakaś pozycja już za dziecinna dla Dusi ale ładnie wydana... albo z baśniami mamy kilka lecz w każdej pojawia się choć jedna inna... Lub niby więcej obrazków niż tekstu ale me dziecko lubi sobie ją nadal wyciągnąć... I tak oto zamiast wymieniać to kolejne pozycje upychamy po kątach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja naprawdę próbuję, ale udało nam się oddać zaledwie kilka sztuk. Z zabawkami nie mam problemu, za to z książkami. Chyba większość tych ulubionych zostawię. Sama mam ogromną przyjemność, jak teraz wracam do swoich książek z dzieciństwa, które przechowała mi mama.

      Usuń
  2. Aż mi się własne dzieciństwo przypomniało ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż żałuję, że moja córka już jest dorosła. Czasami tęsknię za jej dzieciństwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ja już tęsknię, a to zaledwie (albo już) trzy latka. :)

      Usuń
  4. Ale ja Was lubię z tymi książeczkami :)

    Wiesz, że ja cały czas trzymam książki jeszcze Zuzi z dzieciństwa? Moje są u rodziców nadal, jakoś nie umiemy się ich pozbyć :)
    Budujecie piękny dom, znajdzie się dla nich miejsce, zobaczysz :)
    My jestesmy krasnoludki hopsa sa sa.. :) nieśmiertelna piosenka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff... Nie jestem odosobnionym przypadkiem :) Biblioteczka to w naszym domu był priorytet. Najwyżej Tygrysie książki zaatakują nasze półki.

      Usuń
  5. Tą piosenkę znamy bardzo dobrze,córka tez ją śpiewała,zaś syn jak słyszał " i zjadamy żabie łapki" to płakał nad losem żab.HM, teraz się z niego śmiejemy, bo to prawie 15 latek. Książka od Muchomora warta uwagi, lubujemy się w takich grafikach i zapewne t publikacja sprawiła by wiele radości mojej córce :)Od dłuższego czasu czytam twoje posty,wracając do tematów przedszkolnych, myślałaś kiedyś o napisaniu książki dla dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne wspomnienia :) Te książeczki to takie małe perełki. Zostawiam je dla wnuków :) Ho, hi...
      Książka? W naszej rodzinie, to raczej Tata Tygrys jest tym piszącym. Nawet kiedyś coś dla dzieci poczynił :) Ale dziękuję za takie docenienie. Bardzo mi miło.

      Usuń
  6. Czytam Was właśnie z moją Melą, ale nijak jej nie zainteresowały książeczki. Przed włączeniem komputera, powiedziałam: "Chodź, zobaczymy, co u Tygrysa". No i cały czas pokazując na ikonkę Waszego fb, woła: "Tu jest tygrys, tu jest!!!" <3

    OdpowiedzUsuń
  7. tak urocza książeczka to prawda książki trudne do rozstania u nas też jest ten problem choć niektóre naprawdę po 7 latach nadają się do wyrzucenia... ale tak trudno się tego wyzbyćobiecałam sobie że zrobie z książeczkami porządek i naprawdę muszę bo i tak synek już stracił zainteresowanie do niektórych... niemowlęcych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się zniszczą to problem rozwiązany, choć pewnie te ukochane próbowałabym reanimować :)

      Usuń
  8. Zawsze lubiłam krasnoludki, w młodości miałam nawet okres, że je rysowałam, tzn przerysowywałąm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo krasnoludki mają coś w sobie. Na pewno tajemnicę :)

      Usuń