sobota, 9 września 2017

Czas uzupełnić dziennik budowy

Na budowie w ciągu ostatnich tygodni sporo się działo. Chłopaki pracują na naprawdę wysokich obrotach, żeby zrobić jak najwięcej przed zimą. Generalny Wykonawca (Dziadek Tygrysa) narzucił niezłe tempo, ale Tata Tygrysa świetnie daje sobie radę. I należą Mu się tu wyrazy uznania, bo prawie wcale nie narzeka, a pracuje na etacie, zasuwa na budowie, a potem jeszcze “gania” wokół stołu z Tygrysem. Narzeka, jak ma wolne popołudnie, ale to pewnie przez to, że mięśnie stygną bez pracy i bolą :)


Za nami kolejne trudne chwile, ale też wiele radości ze zmian, które następują. Te mniej przyjemne momenty od kilku miesięcy funduje nam fachowiec od ogrzewania i hydrauliki. Stąd datę 8 IX powinniśmy utrwalić w naszym dzienniku budowy - rozliczyliśmy się z panem, zabraliśmy klucze i naprawdę odetchnęliśmy z ulgą. Większość stresów związanych z budową zafundował nam właśnie pan L. Robotę zrobił dobrze (mamy nadzieję), ale musieliśmy na każdym kroku uważać, żeby się nie dać wmanewrować. I tak wielokrotnie, żeby sprawy szły do przodu, angażowaliśmy się w jego działkę więcej niż powinniśmy. A przegiął kilka dni temu, kiedy okazało się, że pompa potrzebuje siły (czego wcześniej nie wiedział), a my prądu nie mamy, a ten ciągnięty od sąsiada przedłużaczami nie da rady. A rozruch trzeba było zrobić w obecności serwisanta. Pan L. stwierdził, że gdyby o tym wiedział, nie wszedłby do nas na budowę. A żesz ty… My wszystkich fachowców lojalnie uprzedzaliśmy, że nie mamy wody i prądu. I to kilkakrotnie, żeby potem nie było podobnych sytuacji. A ten wyjeżdża nam z takim tekstem. Pomijając fakt, że wielokrotnie musieliśmy zapewniać Mu agregat czy kabel od sąsiada do pracy, a nie tak miało być. Co wymęczyliśmy się to nasze (nawet mojemu Tacie, który zwykle wszystko przyjmuje z humorem puszczały nerwy, trudno, żeby było inaczej, jak ktoś cię wyzywa od faszystów, bo zrzuciłeś z rusztowania narzędzie, zamiast zejść i odłożyć), ale dzięki temu mamy kredyt na naprawdę rewelacyjnych warunkach i to nas cieszy. A Pan L. więcej na nas nie zarobi, bo ani studni, ani oczyszczalni już robić nie będzie. Najważniejsze, że pompa jest i działa, a Tatatu miał okazję wyczuć to ciepło pod stopami przy rozruchu.

Problemem nadal pozostaje brak prądu. Czekamy i niecierpliwimy się, bo to by sporo ułatwiło. Brak prądu oznacza brak większych postępów zimą, a to z kolei stawia pod znakiem zapytania planowany termin przeprowadzki. Po drodze nie obeszło się bez innych niespodzianek. Okazało się, że okno dachowe w pokoju Tygrysa jest krzywo wstawione, przez to dachówki źle ułożone (=zawiewanie śniegu zimą), a poddasze ocieplone, płyty k-g położone. Cóż… trzeba było to poprawić. Na szczęście ekipa od budowy nie robiła problemu i szybko się z tym uporała. Kolejna atrakcja - (przepraszam za określenie) gówniane bakterie w studni, ale i z tym się ogarniemy.

A co dobrego? Narzekamy na deszcze, które nie sprzyjają pracom, a my mamy w domu (i nowym i obecnym) śnieg. Wszędzie, a najwięcej na Tacie Tygrysa. Chłopaki wzięli się za ocieplanie. Przez chwilę mieliśmy podwórko (w obecnym miejscu zamieszkania) pełne styropianu. Robiło to wrażenie. Z każdym dniem go ubywało i teraz większość pięknie prezentuje się na elewacji. Ze względu na brak odpowiednio wysokich  rusztowań szczyty czekały trochę dłużej, ale i one za chwilę dostaną ubranko (jeden już dziś). W zasadzie od ostatniego wpisu budowlanego Chłopaki pracowali nad ociepleniem i jeszcze końca nie widać. Chcemy przed zimą doprowadzić do takiego stanu, żeby w przyszłości już kłaść tynki. Dotarły już parapety. I tu po raz kolejny sprawdziła się miejscowa firma, która zadbała wcześniej o okna. Teraz dumamy nad balustradami. Podobają nam się takie z blachy z wyciętym laserowo wzorem. Tyle, że cena podoba się mniej. Ale szukamy na lokalnym rynku, może nie będzie tak źle. I zapomniałabym o jeszcze jednej zmianie, którą widzicie na zdjęciach. Mamy szkielet wiaty. Wygląda dobrze. I jeszcze kolejne sprzęty w pomieszczeniu gospodarczym, nazwy których nie potrafię powtórzyć. Wiem, że niezbędne do studni.












Niesamowite ile przez blisko miesiąc się zmieniło.

36 komentarzy:

  1. Sporo nerwów kosztował Was ten pan L, ale wszystko idzie do przodu - czasami szybciej, czasami wolniej, ale do przodu i to się liczy. Już niebawem te wszystkie niedogodności pójdą w zapomnienie, a Wy będziecie się cieszyć nowym domkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Pan L. dał nam popalić i ciągle daje, bo bez naszej wiedzy wozi ludzi na budowę, żeby pokazywać im pompę. Czeka nas kolejna niezbyt miła rozmowa i ustalenie jakiś zasad, żeby nam się czkawką nie odbijała ta ekipa. Mam nadzieję, że radość z domu przesłoni te trudności.

      Usuń
  2. Witam
    Ja mam dom 10 lat po budowie i pierwsze remonty. Właśnie czeka mnie wymiana włazu kominiarskiego bo przecieka.
    Balustrada na balkonie miała być niezniszczalna z lakierem proszkowym na wieki... Trzeba bezie ten lakier chyba jednak zeskrobać (bo się spękał) i pociągnąć ocynk farbą.
    Budowa i utrzymanie domu to sztuka radzenia sobie z problemami.
    Tak jak w rodzinie.

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście technologia też poszła trochę do przodu i można kupić lepsze materiały za niezłą cenę (jeśli się oczywiście dobrze poszuka) Kluczem też jest dobra ekipa. Czasem widzę np. relatywnie nowe bloki a już mają jakieś tam zacieki, bo coś nie zostało dobrze zrobione, nie ma okapników itd. Podobno dom to skarbonka bez dna, tak czy siak ;) Najpierw się buduje i wszystko wykańcza a potem tak jak u Was, coś albo zmienia albo remontuje. Czyli błędne koło ;) My na razie jesteśmy na tym pierwszym etapie.
      Powodzenia, przepraszam, że się wtrąciłam ;)
      Pozdr.
      Izzy

      Usuń
    2. Podejmując decyzję o budowie braliśmy pod uwagę i to, że z domem to nie jak z blokiem, że o większość spraw (lepiej lub gorzej) dbała administracja. Na szczęście Tata Tygrysa ma się od kogo uczyć, żeby potem radzić sobie prze różnych awariach/naprawach itd. My obecnie mieszkamy w kilkunastoletnim domu, który większą część roku stoi pusty i to chyba mu nie służy, bo coraz bardziej się sypie. Żeby wejść tu na stałe, trzeba sporo gotówki włożyć. Pozostaje mi wierzyć, że remonty się zaczną, jak spłacimy kredyty :) I tego się trzymam.

      Usuń
    3. @izzy
      Technologia się zmienia ale podstawy są stare jak przed wiekami. W materiałach można wybierać i nie ma problemów z ich dostępnością. Tylko stan konta nas ogranicza ;)
      Ale masz rację. Kluczem do sukcesu jest znalezienie dobrego mistrza (majstra) z ekipą. Dobry murarz, dekarz, parkieciarz, fliziarz (kafelkarz)... itd to zawody cenione i szanowane.

      Pozdr
      M

      Usuń
    4. @tygrysimy
      Jak się usterki na bieżąco to da się funkcjonować. Najgorzej jak się spraw do remontu lub naprawy nazbiera. Bo i koszty większe, i uciążliwość dla domowników większa.
      Ale coś na wszelki wypadek zawsze warto mieć odłożone. Bo to wiatr coś zrzuci, śnieg rynnę oberwie, w kotle co pompa się zepsuje...
      Ja już trochę elektrykiem jestem, hydraulikiem też być potrafię... TataTygrysa też da radę.

      Pozdr
      M

      Usuń
    5. Mój Tata sporo umie, a jak nie doczytuje, więc ekipą się nie martwię. W zasadzie do przeprowadzki już żadna nie wchodzi do domu, tylko od oczyszczalni ktoś będzie. Ale gotówka... Już musimy myśleć, co jest ważne i wymaga więcej nakładów, a co mniej. Poza tym sprzęty są i tak obliczone na jakiś czas i trzeba je zmieniać. Tego nie przeskoczysz. A usterki naprawiamy od roku w obecnym domu, więc wiemy co to znaczy. Choć tu raczej po zaniedbaniach. Jak moja Babcia paliła w piecu wszystkim z butelkami po mleku włącznie, a komin nie był czyszczony od początku, to nic dziwnego, że nam wszystko idzie do domu. I takich przykładów mogłabym mnożyć. Grunt to budować, a potem gospodarować z głową.

      Usuń
    6. @Hephalump
      To prawda, fundusze tu są najważniejsze, coś o tym wiem ;)
      Ale często można zaoszczędzić na czymś co nie jest aż takie ważne i wydać pieniądze na coś, co przyniesie więcej korzyści. eh tyle rzeczy trzeba przemyśleć...

      Usuń
  3. Och piękny ten dom. A najpiękniejszy będzie bo będzie go ogrzewało ciepło Waszej miłości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak już u Was pięknie :) Dom po ociepleniu wygląda już zupełnie inaczej prawda? Koniecznie zasłońcie okna jakąś folią! Mówię z doświadczenia naszej pierwszej okropnej ekipy, która właśnie nam je "zapaćkała" i do tej pory w pewnych miejscach nie można ich doczyścić od tego kleju... Druga ekipa, porządna , złapała się za głowę, że okna nie były zafoliowane. Oni zanim zaczęli to chyba z 2 dni zalepiali, ale było czyściutko i bez problemów. Ogólnie ekipy mieliśmy super, prócz właśnie tych od ociepleń i pana hydraulika, więc niestety wiem co mówię :(
    Nie wspomnę, że beznadziejny gość "poczyścił" szybę jakąś szmatką tak, że ją porysował. ( szybę, nie szmatkę ;) ) Wiadomo, był piasek, czy coś tam i skończyło się jak się skończyło.
    Wtedy mąż sam bywał na budowie, ja siedziałam w domu z dziećmi i niestety o pewnych rzeczach nie wiedzieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście po ociepleniu nie zgubił proporcji i wygląda dobrze. Nieskromnie powiem - że mi podoba się coraz bardziej. I wiata też go nie zepsuła :) Nasza ekipa, a przynajmniej jej połowa (mój Tata) jest tak szybka, że nie zdążyliśmy zasłonić okien. Przyznaję, że rzadko bywam na budowie i nie mam nad tym kontroli. Muszę dopytać Męża. Niestety człowiek uczy się na własnych błędach.

      Usuń
    2. Oj po ociepleniu to domek wreszcie wygląda jak domek prawda? :)) Super. A jaki kolorek elewacji?
      Mój mąż przy budowie nauczył się być przedstawicielem każdego zawodu ;) - kafelkarzem, elektrykiem itd. ale dzięki temu udało się wykończyć wiele rzeczy. Brawa dla Twoich chłopaków ! :)

      Usuń
    3. Elewacja będzie jasna, ale póki co zostawiamy ją na bliżej nieokreślony czas. 2-3 lata w ramach decydowania co ważne i co ważniejsze. Poza tym wokół będą jeszcze budowy i szkoda koloru. Choć znając mego Tatę może się okazać, że kolor będzie za chwilę :)
      Wiesz gdyby nie umiejętności mego Taty i dodatkowe ręce Męża nie zabieralibyśmy się za budowę, bo zwyczajnie nie byłoby nas stać na ekipy. A tak kosztują nas tylko materiały. Od czasu do czasu fachowiec. To dużo ułatwia. Sama wiesz.

      Usuń
  5. Domek wygląda coraz lepiej. Ważne że mimo trudności prace idą do przodu. A jak tam Tygrys? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domek jakby przybrał w obwodzie :)
      Jesteśmy po wizycie kontrolnej. Żadne paskudztwo się nie rozwinęło. Od jutra do przedszkola i pracy.

      Usuń
  6. Nie wiem jak wybrać balustrady, mnie się zawsze podobało w drewnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie podoba się drewno. Tyle, że trzeba o nie dbać. Mieszkamy przy domu z drewnianym ogrodzenie, a że nikt o nie nie dbał, to wygląda tragicznie. Mamy zagwostkę, choć jeśli cena nas nie pokona, to zależy nam na ażurowych balustradach.

      Usuń
  7. Już teraz robi wrażenie! Sporo nerwów, ale jaka później będzie satysfakcja, że to WASZ dom:))
    Oby już teraz poszło z górki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście te pozytywne strony przesłaniają nerwy. Pewnie nie raz zdarzą się jeszcze nieprzewidziane sytuacje, ale mam wrażenie, pana L. już nic nie przebije :)

      Usuń
  8. Dom prezentuje się już bardzo okazale

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Zyskał trochę centymetrów :)

      Usuń
  9. Pewnych problemów z budowlańcami chyba po prostu nie da się uniknąć . Nawet my mieliśmy mniejsze i większe utarczki -a chodziło tylko o trzypokojowe mieszkanie. Nawet nie chcę myśleć, co mogłoby wydarzyć się w przypadku budowy jednorodzinnego domu. Dobrze, że to już koniec Waszych kontaktów z tym panem - i oby teraz wszystko szło już gładko i bezproblemowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że już nic podobnego nie może nas spotkać. Puk, puk... odpukać :)

      Usuń
  10. Oj tak dom to studnia bez dna. My remontuje nasz, który ma 70 lat i cuda i wianki w nim różne ekipy powyprawialy. A nie macie jakiegoś godnego pocenie fachowca od schodów co to nie zedrze a zrobi dobrze taki ciut nietypowy projekt?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My takie nieprzyjemności mieliśmy z gościem co to nam łazienkę robił. Umówilismy się z nim na kwotę a on mi jeszcze tysiąca przy rozliczeniu dopisuje bo dojazdy go kosztowały. Jakby mnie to interesowało po robocie. Obraził Siena nas i z fochow wyjechał jak mu powiedziałam że takie rzeczy to się mówi przed a nie po robocie i każdy normalny dojazdy jak coś uwzględnia w cenie. Niestety o ile przez 5 lat nie było mankamentów w jego robocie to zaczynają wychodzić teraz.

      Usuń
    2. 70 lat - kawał czasu. Pewnie dom z klimatem, ale i wymagania większe. Pan L. też się na nas obraził na koniec, ale przez to tylko kolejny raz pokazał się z tej gorszej strony.
      Niestety w kwestii fachowca nie pomogę. My posiłkujemy się moim Tatą i nigdy nie szukałam kogoś innego. Jest dobry w swoim fachu, ale nie bierze już zleceń, bo nie daje rady fizycznie.

      Usuń
  11. Cudownie! Naprawdę cudownie! Coraz bliżej już do wykańczania, a stamtąd do zamieszkania <3 przeogromnie mocno trzymam za Was kciuki, oby teraz to już tylko "z górki" było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) Kciuki na pewno nam pomogą :) I jeśli to nie za dużo proszę o zaklinanie pogody i prądu :)

      Usuń
  12. Widzę że budowa domu to ciężki kawałek chleba i to nie tylko finansowo, ale przede wszystkim nerwowo. Na szczęście dla Was już dużo macie zrobione- teraz już bliżej jak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na każdym etapie myślimy sobie, że najgorsze za nami i tego się trzymamy :) A tak naprawdę najgorsze przed Tatą Tygrysa, bo urządzanie wnętrz i moja decyzyjność... oj będzie się działo :)

      Usuń
  13. Ale super! My dopiero na etapie pzygotowywania wjazdu na działkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, że dopiero co kupowaliśmy działkę, a tu już dom stoi. Nie obejrzycie się, a pojawią się fundamenty.

      Usuń
  14. Bardzo lubię takie dzienniki budowy i fotorelację z poczynań.
    Widać wyraźnie kolejne etapy i że coraz bliżej końca :)
    Wiesz, nie wiem jak to jest, ale ekipa od hydrauliki zawsze jest najgorsza... ech, az mam ciarki na wspomnienie naszych.
    A ten prąd, widzę, że nie tylko nam uprzykrza życie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokumentujemy budowę. Fajnie będzie kiedyś wrócić do zdjęć.
      My już nie liczymy na prąd w tym roku. Szkoda, bo sporo by ułatwił. Mam nadzieję, że u Was będzie szybciej.

      Usuń