sobota, 12 sierpnia 2017

Tygrys w zoo

Ze względu na żar lejący się z nieba odkładaliśmy nasz wyjazd do zoo, ale zbyt długo nie mogliśmy zwlekać, bo Tatatu kończył swój urlop. Tak więc w ostatni poniedziałek zrobiliśmy Synkowi niespodziankę i ruszyliśmy na podbój warszawskiego zoo. Nie jest to nasz ulubiony ogród, ale te ciekawsze są jednak nieco oddalone, a wiedzieliśmy, że przejechanie ponad 200 km i tak nie będzie łatwe.

Radość w poniedziałkowy poranek była ogromna. Oczywiście Synek zapewniał nas, że wytrwa podróż, ale my wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. I nie było, szczególnie jak wjechaliśmy w korki przed Warszawą. Wtedy to już była jazda bez trzymanek, choć chcie do zoo słyszeliśmy już od rogatek naszego miasta. Jak już udało się nam dotrzeć w okolice zoo, okazało się, że parkingi są tak zapchane, że nie ma szans na miejscówkę w pobliżu bramy. Naiwnie myślałam, że poniedziałek, to tłumów nie będzie. Poza tym rok temu się udało, to czemu tym razem miało być inaczej. Po długich poszukiwaniach udało się. Ostatnia prosta, a w zasadzie dwie proste, minęły nam we względnym spokoju, mimo pory drzemki. Na szczęście kolejka przy kasie podczas poszukiwania przez nas parkingu zmniejszyła się i blisko 4 h po wyjeździe z domu mogliśmy ruszyć na zwiedzanie zoo. Miałam trochę obaw. Tygrys boi się wszystkiego. W białostockim zoo przy każdym wybiegu musimy tłumaczyć, że zwierzęta są za szybą/ogrodzeniem i nic Mu nie grozi. I tym razem było podobnie, ale na szczęście Tygrys ochoczo maszerował/przemieszczał się w wózku od wybiegu do wybiegu, co rusz sprawdzając na mapce trasę wycieczki. W jednym tylko miejscu musieliśmy pomykać - przy klatkach z papugami ze względu na wydobywające się zeń odgłosy.




Każde z nas chciało zobaczyć konkretne zwierzę. Tatatu hipopotamy. I wiedzieliśmy zadki moczących się wodzie hipciów. Ja człekokształtne, od których w zasadzie mogłabym nie odchodzić. Było mi dane, ale przez chwilkę, bo dotarliśmy do nich pod koniec, a wszyscy byliśmy już zmęczeni. A Tygrys pingwiny. Nie wiedzieć czemu. Akurat taką miał potrzebę, choć nie zrobiły na nim większego wrażenia.










 



Podróż powrotna… Na szczęście już zdążyłam zapomnieć. Poza tym wszelkie niedogodności zrekompensowała mi wizyta w pewnym skandynawskim sklepie i zakup drobiazgów do nowego domu. Poza tym nie ma co się Szkrabowi dziwić - blisko 7 h jazdy to spory wyczyn, jak na takiego Młodzieńca.

Staraliśmy się unikać placu zabaw (żeby nie utknąć). I oczywiście wyszliśmy na sam środek, ale większą atrakcją okazała się kolejka, w której Młodzieniec przejechał się dwa raz. Z mamą i tatą. Najchętniej przejażdżkę powtarzałby jeszcze wielokrotnie (co prawda ma przjeazd gratis, ale rodzice niestety nie), ale tym razem plac zabaw, a konkretnie zjeżdżalnia przyszła z pomocą i udało się odciągnąć Smerfa od ciuchci. W sumie się cieszę, bo zwykle Chłopak unikał wszystkiego, co nowe. A tu miłe zaskoczenie.





Od poniedziałku żyjemy wspomnieniami, które co rusz ożywia Tygrys. Analizuje mapkę. Ogląda zdjęcia. I te nasze (za jakość przepraszamy, robione były komórką, ale postanowiliśmy tym razem nie dźwigać dodatkowych ciężarów) i te na stronie warszawskiego zoo. Zgłębia literaturę. A co zapamiętał najlepiej? Brak miejsca parkingowego i jego poszukiwania. Ciuchcię. A ze zwierząt - papugi. Nie inaczej. Choć podobał Mu się biały miś. A dlaczego? Bo był (tu następuje myślenie yyyy) taki biały. No przecież :) Sporo czasu spędził z gadami. A największą radość objawił przy tukanie. Tygrysa i lwa nie było dane nam zobaczyć. Czego zabrakło? Wiadomo - dinozaurów. Chyba nowa fascynacja nam się szykuje.

A Wy lubicie wizyty w zoo? Jakie najbardziej Wam się spodobało?

15 komentarzy:

  1. Nie było dinozaurów?! To zbrodnia! ;)
    Na pewno to była świetna wyprawa i Tygrys często będzie do niej wracał wspomnieniami i w rozmowach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba powinnam jakąś skargę do dyrekcji ogrodu wysmarować :) Tygrys pamięć ma dobrą, więc co rusz wraca do wyjazdu i inicjuje zabawy w temacie. Dziś był krokodylem, tak groźnym, że dziadkowie bali się wejść do nas.

      Usuń
  2. Super notka
    Nie ma co przepraszać za zdjęcia bo są wystarczającej jakości, a dobrze ilustruja wypad do zoo.
    Moje dziewczyny tez nie przepadają za długą jazda samochodem. Notomiast wszystkie atrakcje w tym zoo są dla nich nowoscia. A juz wesołe miasteczko... to był szał w oczach. W szkole juz słyszały o Energylandii koło Zatoru... Chyba się nie wymigam. 😧
    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle ciągamy ze sobą lepszy sprzęt, ale wtedy rozpraszamy się. Nie jesteśmy tak w 100 % dla siebie. Także coś za coś.
      Fajnie, że możecie (i my też) odkrywać te wszystkie rzeczy razem.

      Usuń
  3. Bardoz się cieszę, ze Wasz wypad był udany i że pozostawił po sobie tyle niezapomnianych wrażeń dla Tygryska :) My byliśmy w zoo w Warszawie dwa razy - i utknięcia na placu zabaw oraz wielokrotne przejazdy tą ciuchcią też nie są nam obce ;) Za drugim razem wykupiliśmy już na wstępie cały karnet ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że i my mieliśmy radość z tej przejażdżki. Taki powrót do dzieciństwa :)

      Usuń
  4. My lubimy wizyty w zoo i nawet mamy blisko. Dzieci najbardziej lubią rodzinkę świnek morskich i ich domki. A u Was tukan prezentuje się dostojnie, małpeczki spoglądają z wysoka, a ciuchcia to prawdziwa zabawa. Świetnie się bawicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż przez jeden dzień urlopu, chcieliśmy zapewnić Tygrysowi jakieś atrakcje, poza tymi domowymi. My do tych większych ogrodów mamy kawał drogi, ale białostocki też lubimy.

      Usuń
  5. cudownie takie fajne obcowanie z przyrodą widać że tygrysek zainteresowany. Szymonek też ostatnio ma szał na ciuchcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tygrys poza motoryzacją zwierzątka bardzo lubimy. U nas szał na ciuchcię trochę minął, za to straż... dzieje się :)

      Usuń
  6. Fajnie, że wypad się udał ;)
    Ja lubię podglądać w zoo właśnie małpy - szympansy i goryle ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy lubimy zoo??? Uwielbiamy. To chyba już wiesz ;)
    Podobają nam się te niemieckie, szczególnie w Rostocku. Zoo w Stralsundzie natomiast bardzo klimatyczne, wręcz sielskie.

    Fajnie, że taka przyjemna wycieczka za Wami.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem... Żałujemy, że do innych ogrodów mamy tak daleko, ale postanowiliśmy, że za rok wsiadamy do pociągu i ruszamy do Wrocławia.

      Usuń
  8. Ależ wspaniale spędzony czas :) My wciąż się zbieramy i zebrać nie możemy ;)

    OdpowiedzUsuń