piątek, 14 lipca 2017

Najtrudniejsze decyzje za nami (?)

W ostatnich tygodniach trochę się działo na budowie naszego domku. Po kolei...


W połowie czerwca ruszyły prace związane z hydrauliką i ogrzewaniem domu. Tym sposobem pojawiło się mnóstwo rur i rureczek, które koniec końców zakrył styropian.






Kolejny ważny moment to uzbrojenie naszej działki w wodę głębinową. Od kilku miesięcy mieliśmy nawet wykonawcę, jednak w ostatniej chwili zmieniliśmy go na innego oszczędzając przy okazji niemałą kwotę. Nie obyło się jednak bez perturbacji, ale na budowie podobno to norma. Tak czy inaczej trochę nerwów nas to kosztowało. O wierceniu studni dowiedzieliśmy się dzień przed od naszego fachowca od pompy ciepła, który pomagał nam w szukaniu wykonawcy. I tak we wtorek wieczorem usłyszeliśmy, że w środę rano będą panowie wiercić i potrzebny jest żwir i prąd. A u nas ani jednego, ani drugiego. Ostatecznie pulpę zorganizował nam autor zamieszania (ten od pompy), a prąd miał pójść z agregatu lub od jednego z sąsiadów. Jeszcze tego samego wieczora wezwałem na budowę kierownika, aby ustalić ostatecznie umiejscowienie studni. Z tym też mieliśmy niemało stresu, ponieważ jej umiejscowienie zależało od tego czy zdecydujemy się na szambo czy oczyszczalnię. Wstępnie stanęło na szambie, jednak aktualnie wróciliśmy do koncepcji oczyszczalni. Koncepcje zmieniają się raz po raz. Wracając do studni -  następnego dnia przyjechali wiertnicy. Byłem w pracy, gdy zadzwonił zdenerwowany teść. Okazało się, że nasz pośrednik (ten od pompy) zadzwonił do niego z żądaniem prądu. Oczywiście natychmiast, bo wiercenie tego wymaga. Teść zatankował agregat i dostarczył go na miejsce, gdzie okazało się, że panowie potrzebowali go nie tyle do wiercenia, co do uruchomienia lodówki. Chyba nie muszę dodawać, że mało nas coś nie trafiło.  Autorem zamieszania okazał się po raz kolejny ten od pompy.


Sama ekipa od studni okazała się w porządku. Szef przyjemny, wszystko dokładnie wyjaśnił. Pracowali dwa dni. W tym czasie zrobili próbny odwiert we wskazanym miejscu. Woda była na 30 m, ale wiercili do 70. Najlepsze źródło było na 50 m i ostatecznie na takiej głębokości mamy studnię. Na drugi dzień ekipa zaczęła wypompowywanie wody i miałem możliwość pierwszy raz zamoczyć ręce we własnym źródle. Przyznam, że cieszyłem się przy tym jak dziecko. To nieopisana radość doświadczać czegoś, co było w ziemi miliony lat i co teraz daje mi Bóg. To prawdziwy pierwszy raz!



Na drugim planie ważnym element wyposażenia budowy
Za wodą poszła kolejna inwestycja – tym razem wylewki. Czekaliśmy na nie do chwili wybudowania własnego ujęcia wody. Namiary na ekipę od wylewek dostaliśmy od stryjka żony. Cena okazała się atrakcyjna, mimo że sami musieliśmy zorganizować 22 tony pulpy, paletę i jeszcze trochę cementu oraz prąd. O ile z pulpą nie było problemu (zamówiona ciężarówka przyjechała dzień przed wylewkami, podobnie cement), to z prądem był niemały problem. Ostatecznie wszystko się udało i prace ruszyły pełną parą, chociaż pięć dni wcześniej nic tego nie zapowiadało. Fachowiec miał przyjechać do naszego miasteczka i umówiliśmy się na spotkanie w sobotę. Czekałem na telefon. Zadzwonił rano i poinformował, że czeka na budowie apartamentowców. Miałem po niego pojechać. Kiedy przybyłem na miejsce zadzwoniłem do niego i usłyszałem komunikat mniej więcej w tym stylu: - Jestem na dachu.  Dalej chwila ciszy, z której wynikało ni mniej ni więcej, że powinienem na ten dach się wdrapać. Ostatecznie wymusiłem spotkanie na dole. Szczęśliwie udało nam się odnaleźć pod budowanym blokiem. Podaliśmy sobie ręce, a facet pyta: - To co idziemy? I pokazuje na blok. Skrzywiłem brwi z lekka nie dowierzając propozycji. Po kilku sekundach ocknąłem się i mówię mu na to, że to nie tu! - Jak to nie tu? - pyta facet z wielkimi oczami. - Przecież mieliśmy obejrzeć budowę? Ja mu na to, że to nie jest mój blok, a on z niedowierzaniem i znakami zapytania w oczach patrzy i pyta: - To pan nie jest deweloperem? - Nie! - odpowiadam. - Ja chcę żeby mi pan zrobił wylewki w małym domku. Wreszcie facet odkrył swój błąd, który jak się okazało wynikał z tego, że zapisał w telefonie dwóch inwestorów pod jednym hasłem. Dzwoniąc do mnie z prośbą o przyjazd sądził, że rozmawia z kimś innym. Efekt tej niecodziennej sytuacji był taki, że teść i żona jeszcze przez kilka dni żartowali sobie ze mnie mówiąc, że nie wiedzieli, że robię na boku takie interesy. Ostatecznie jeszcze tego samego dnia fachowiec przyjechał na nasza budowę, rozejrzał się, popatrzył i zapowiedział swój przyjazd kilka dni później. Tak też się stało. W środę przyjechała ekipa i szybko wzięła się do pracy. Efekt – podłoga prawie jak lustro. Piękna, gładka, prosta. Nic tylko układać gresy i panele! Oczywiście, żeby nie było tak wesoło jeszcze tego samego dnia odezwał się do nas fachowiec od pompy ciepła, że za dwa dni będzie instalował urządzenia na nowych podłogach, co wywołało w nas konsternację i agresję. Ostatecznie z żoną i teściem wybiliśmy mu z głowy ten pomysł, ku jego wyraźnemu niezadowoleniu.




Obecnie, ku zadowoleniu żony i synka teść zainstalował tymczasowe schody na górę. Są super i dają nam pogląd na stan końcowy. Poza tym wylewki spokojnie schną, jedynie na fragmencie podłogi i dwóch ścianach (w miejscu gdzie stanie pompa, hydrofor, stacja uzdatniania) mamy położone płytki i terakotę. Glazura to nasz dzisiejszy pierwszy wspólny zakup do domu. A kilka płytek terakoty w mniej widocznym miejscu to pamiątka  z poprzedniego mieszkanka.





Te ostatnie dni przyniosły wiele radości z postępów na budowie, ale i sporą dawkę stresu. Po każdym takim etapie wydaje się, że najtrudniejsze za nami. I tak do następnych decyzji. Choć dopóki człowiek od pompy nie zejdzie z budowy, pewnie zafunduje nam jeszcze kilka wątpliwych atrakcji.

48 komentarzy:

  1. No wyobrażam sobie minę teścia jak mu wyskoczył z tekstem że agregat do lodówki mu potrzebny.....😉

    Schody już są i inspektor synuś może wszystko dopatrzeć i sprawdzić 😃

    Cieszę sie że tak to sprawnie idzie. Co do wody to my też mamy z własnej studni a jak smakuje u nas prosto z kranu się pije prawie jak mineralna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Tata jest spokojnym człowiekiem, ale coś takiego to nawet jego wyprowadziło z równowagi. Choć jest to chyba norma. Architekt wspominał nam o podobnej sytuacji, ale z radiem w roli głównej.
      Faktycznie na tych zdjęciach Tygrys wygląda jak inspektor budowlany. Schody już wypróbował. I cieszy się, bo wreszcie może zaglądać do swojego pokoju, choć bardziej podobają Mu się dwa pozostałe, a to za sprawą dużych drzwi balkonowych.
      Nasza woda nie umywa się pewnie do Waszej górskiej :) Będziemy za moment badać, więc okaże się, co w niej jest.
      Pozdrawiamy :)

      Usuń
  2. Łooo. super. tetaz tylko wykończyć😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że do grudnia dalibyśmy radę, tylko moi osobiści fachowcy coś kręcą nosami :)

      Usuń
  3. Bardzo fajny domek będziecie mieli :) Marzy mi się taki, ale póki co to jest głęboko w sferze marzeń.
    Widzę, ze pomocnik był na miejscu żeby wszystkiego dopilnować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze półtora roku temu dom był tak odległy, jak księżyc. A teraz już prawie jest. Okazało się, że wystarczyło podjąć decyzję, nie tylko o budowie, ale o wyrzeczeniach, na które będziemy musieli się zdobyć i to przez wiele lat. Ale wiadomo... sytuacja każdej rodziny jest inna.
      Tygrys to taki pomocnik, któremu trzeba ciągle patrzeć na ręce. Ostatnio - chwila mojej nieuwagi i co widzę? Synka majstrującego przy drzwiach ze śrubokrętem :)

      Usuń
  4. Woda z własnego ujęcia, brak dostępu do kanalizacji, przyłącz energetyczny jeszcze w planach... Oj sporo ważnych decyzji jeszcze przed Wami. Ale dacie radę... Nie takie już podejmowaliście ;)
    A tak btw daleko trzeba będzie Tygrysa wozić do przedszkola, szkoły??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiemy, wiemy... Z takich poważniejszych rzeczy to budowa oczyszczalni i podłączenie energii. I wybór dobrych ekip do elewacji i ocieplenia pianką. Wszystkie pozostałe rzeczy robimy sami.
      Do centrum miasteczka, w którym jest wszystko (przedszkole, szkoła, dziadkowie, praca) mamy 5 km. Kościół znacznie bliżej.

      Usuń
  5. Super! Fajnie się na to wszystko patrzy czytając. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Do mnie chyba wreszcie dotarło, że to się dzieje.

      Usuń
  6. Ale przygody :D Domek będzie piękny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Staramy się, żeby był piękny i taki dla nas :)

      Usuń
  7. Ojej! To już tyle pracy wykonaliście. Fajny będzie ten Wasz domek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy nadzieję :) Prace postępują. Czasami sami nie zadążamy. Teraz mamy dość intensywny czas w pracy, wracamy późno, zajeżdżamy na budowę, a tam jest już sufit na piętrze. Nie ma to jak najlepszy fachowiec na świecie. Tata :)

      Usuń
  8. Pięknie!Jak już są wylewki to dom zaczyna wyglądać przytulnie :)Macie po całości podłogówkę? U nas się sprawdziła, szczególne dla moich bosolubnych dzieci ;)
    Mój sąsiad ma studnię i jest bardzo zadowolony. My mamy normalną wodę z wodociągów, ale za to kanalizacji brak. W okolicy zmowa cenowa na wywóz nieczystości, więc jest dość drogo, ale znalazł się jeden uczciwy człowiek, który jest 50zł tańszy, trzeba jednak siedzieć cicho, by go konkurencja nie dopadła...Takie czasy.

    Trzymam kciuki za dalsze prace, oby jak najmniej problemów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podłogi sprawiły nam ogromną radość. Dzięki nim i schodom możemy się swobodnie poruszać po całym domu. Podłogówka jest na obu poziomach. Ciekawi jesteśmy użytkowania.
      Mi zależało na tym, żebyśmy byli niezależni. Zresztą nie mieliśmy wyboru, bo mediów na działce brak. Niby mają być, ale i tak nie bezpośrednio przy naszej działce. Sąsiedzi też poszli w studnie, więc i tak nie byłoby z kim się podłączać. Mieliśmy problem ze ściekami bo na działce jest wysoki poziom wód. Szambo, oczyszczalnia? Ostatecznie postawiliśmy na tą drugą. Ale to dopiero po nowym roku, bo są jakieś skromne pieniążki w gminie, ale jednak.
      Kciuki się przydadzą. Dziękujemy

      Usuń
  9. Wlasna woda, super! Nie to co nasze chlorowane paskudztwo, ktore musze filtrowac, zeby dalo sie to wypic! :/

    Domek nabiera ksztaltu i charakteru, bedzie cudownie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z każdym dniem coraz bardziej nadaje się do zamieszkania.
      Wody jeszcze nie próbowaliśmy. Co nie co trzeba spuścić i oddać do badania.

      Usuń
  10. Ale Wam zazdroszcze...marze o ciasnym ale wlasnym domku a ie klatce w bloku.... Pieknie bedzie u Was juz widze to w mojej wyobrazni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... jeszcze ponad rok temu sama nie sądziłam, że nasze marzenie się spełni. A jednak :)

      Usuń
  11. uwielbiam wpisy o budowaniu. Pewnie z racji tego, że sam sporo czasu na budowach spędziłem. Super!! życzę jak najszybszej przeprowadzki:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękujemy. Do przeprowadzki jeszcze z rok. Do tej pory prace postępowały szybko. Od teraz większość rzeczy robimy sami po godzinach, więc zejdzie kilka miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Podziwiam i zazdrozczę mnie czeka to za rok

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale super! Cudownie patrzeć, jak dom rośnie! Ja na razie patrzę na pustą działkę i się trochę załamuję, jak myślę ile pracy i przedsięwzięć przed nami! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak... budowa zapewnia masę wrażeń. Zanim się obejrzysz na działce wyrośnie dom :)

      Usuń
  15. Jestem pod takim wrażeniem, że nie wiem, co napisać. Zostawiam więc tylko ślad, że byłam... i życzenia dalszego budowania bez przeszkód :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że ja też :) Dziwię się, że przy naszych charakterach i raczej mglistym pojęciu o budowlańce w miarę bezboleśnie to ogarniamy.

      Usuń
  16. No to już z górki. Trzymam kciuki i czekam na kolejne doniesienia ,,z frontu" 😇

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze chyba za nami ;) Relacja będzie, bo każdego dnia coś się dzieje.

      Usuń
  17. WwwwoooW! Ależ się u Was dzieje! Ruszyliście z budową mocno do przodu! Wspaniale! Coś czuję, że już niebawem będziecie dbać o wystrój wnętrz i wprowadzać się ;) czego Wam ogromnie życzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sami się nie spodziewaliśmy, że tak szybko będzie się to działo. Teraz pewnie budowa zwolni, bo wkracza nasza rodzinna ekipa tj. Mąż i Tata. Co do wnętrz, mamy pierwsze wizualizacje i nacieszyć się nie możemy. Przeprowadzka planowana za rok.

      Usuń
  18. O jaki pomocnik super!! :) :*
    Cieszę się bardzo, że wszystko u Was do przodu! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak Synek chętnie by pomagał. Tylko różnie mogłoby się to skończyć :)

      Usuń
  19. super że masz wpływ na wasz wspólny dom... ja jedynie mam jakąś możliwość zagospodarowania górnego pietra ale też nie wiem co z tego wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe uczucie. Na szczęście jakoś bezboleśnie nam wychodzi to wspólne podejmowanie decyzji. A jak mamy rozbieżne zdanie, to coś innego (finanse, funkcjonalność, czas) pozwala nam dojść do rozwiązania.

      Usuń
  20. Ach ci fachowcy i perypetie budowlane :)
    Czytam i sobie przypominam nasze sprzed 10 lat ;)
    Kochani, jak już są schody, to jest już prawdziwy dom. Coraz piękniej u Was, ale że się z tymi blokami nam tu nie wysypaliście wczesniej ;)
    My też chcieliśmy taką studnię, ale wokół było sporo odwiertów i niestety, nikt nigdy do pitnej wody się nie dowiercił, ale mamy studnię, to była pierwsza nasza budowla na działce ;) ona nam wybudowała dom i założyła ogród. Taka studnia to skarb. Teraz pełni bardziej funkcję ozdobną, ale deszczówka z dachu do niej jest odprowadzana właśnie :)

    Trzymam kciuki za kolejne trafne decyzje i czekam na dalsze wieści z frontu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męczące są takie sytuacje, ale nie jest tak źle. Trafiamy na naprawdę dobre ekipy. Kolejną poznamy w czwartek.
      Schody faktycznie "udomowiły" dom, a na pewno dały dla mnie dostęp do góry. Schodów bardzo się bałam. Wchodziłam bez problemu, gorzej było ze schodzeniem :)
      Nad studnią długo myśleliśmy. Zdecydowaliśmy się, bo widoków na wodociąg nie ma, poza tym byłby przy sąsiedniej uliczce i tak musielibyśmy się wykosztować, żeby się podłączyć, a tak jesteśmy niezależni. A patent z deszczówką świetny, sami się zastanawialiśmy nad podobnym rozwiązaniem. Póki co zbieramy w beczkę :)
      Doniesienia wkrótce, bo mamy pierwsze wizualizacje.

      Usuń
  21. Jestem dla Was pełna podziwu ! U nas nawet przy wykańczaniu mieszkania o powierzchni niespełna 70 metrów kwadratowych było tyle różnych "cyrków" z ekipą budowlaną, że aż brałam krople na uspokojenie ;) Nie wiem, jak ogarnęlibyśmy temat domu - a Wy radzicie sobie naprawdę świetnie i pomimo pewnych perturbacji idziecie jak burza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie obyło się bez kropel :) Na razie poza panem L mamy szczęście do fachowców. Niech tak zostanie, bo jutro kolejne spotkanie. Sama jestem zaskoczona tempem prac ;)

      Usuń
  22. Super, ogromne postępy na budowie. Oj jak ja Wam zazdroszczę własnego domku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze ponad rok temu marzyłam o domu, nie spodziewając się, że do marzenie zacznie się wkrótce spełniać. I Tobie tego życzę.

      Usuń
  23. Pracy dużo,nerwów trochę ale ile radości to aż sobie przypomniałam jak to fajnie się jeździło"na budowę" :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie się jeździ, choć nie mogę się doczekać, jak poza odwiedzaniem w końcu sama będę mogła coś zrobić. A to, jak tylko maluch pójdzie do przedszkola. Urlop i zasuwanko :)

      Usuń
  24. Teraz na pewno praca, nerwówka, znowu praca, czasem z przygodami. A na końcu jaka radość z własnych czterech kątów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ta radość sprawia, że zaciskamy zęby, zapominamy o zmęczeniu i zasuwamy :)

      Usuń