sobota, 22 października 2016

Jak Tygrys kompot uwarzył

W pracy często powtarzam, że dzielimy dzieci na czyste i szczęśliwe. Maluchy często wychodzą od nas upaćkane, ale nie wszystkie szczęśliwe. Bardzo to przykre, ale zdarza się, że dzieci obawiają się swoich rodziców. Nie raz słyszałam, że nie będę malował czy lepił, bo mam się pogniewa. Jakby pralek w domach nie było. Poza tym, jak wysyłasz dziecko na „brudne” zajęcia nie nakładaj mu najlepszych ubrań.


Na szczęście my nie mam problemu z tym, że Tygrys wybrudzi siebie czy ubranie. Jak inaczej ma poznawać świat. Choć on sam ubrudzić się lubi, ale za chwilę domaga się wytarcia rączek. Przyznaję, że trochę drżę nad meblami i ścianami w naszym/nie naszym domu, ale to nie jest powód, żeby pozbawiać Młodego radości z „bebrania” się w farbach. Podkładamy ceratę, nakładamy gorsze ubranie przeznaczone do malowania i chwytamy za pędzel. Kilka dni temu do pracy wykorzystaliśmy jabłka w rozmiarze XS, które posłużyły Tygrysowi jako pieczątki. Kartkę wycięłam w kształt słoika, dodałam ozdobną pokrywkę i w ten sposób Synuś stworzył kompot jabłkowy. W drugim słoiku znalazł się sok. Chłopakowi znudziło się pieczętowanie i jabłuszko posłużyło do rozmazywania farby. 












Żeby nie było – rodzice też nie próżnowali. Mamatu przygotowała kilka słoików domowego kompotu, a Tatatu wczoraj postawił kapustę do ukiszenia. Pierwszy raz. Ciekawa jestem, jak będzie smakowała.


Niesiona tą radosną twórczością Synka ponownie wyciągnęłam farby. Tym razem na kartkę nakleiłam liście (niestety o mało ciekawych kształtach, tylko takie miałam pod ręką). Plan był taki, że Tygrys zamalowuje całość. Miały postać dwie jesienne prace. Pierwsza z zamalowaną kartką i białymi kształtami liści. Druga z ich odbiciami. I nawet doszliśmy do momentu odciskania liści, ale co się działo po drodze... 






Chyba zapomniałam, że to tak nie działa - ja zaplanuję, Młodzieniec wykona. Tym razem Tygrys poszedł na żywioł. Pewnie dla świętego spokoju zrobił to, o co matka go poprosiła, ale nieco dodał od Siebie tj. malowanie po twarzy (na szczęście Swojej), rozcieranie farby po dłoniach, po ceracie i uciekanie z radosnym piskiem do Swojego pokoju, a tam wycieranie rąk o swoją pościel. Poszewki i ubrania już uprane, Tygrys odszorowany, a wspomnienia zostają. Choć dziś nieco poskromiłam małego artystę. Ograniczyłam pole działania do stolika, a efektem prac podzielimy się już niedługo. 

30 komentarzy:

  1. Oj tak Przemo też uwielbia być upaćkany cały dzis w błocie obcował. Mojego męża chrześniak jak wpadł u nas w kałuże to płakał że mama bedzie krzyczeć ze jest brudny😒 biedny tak się zapominał.... Dzieci niektóre naprawdę nie umieją sie brudzić (bo sie boja reakcji rodzicow )dobrze że nasze do takich nie należą 😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie kałuży to nasz Smerf kiedyś tak się "przejechał" po jednej brzuchem, że miał brudną kurtkę, bluzkę, koszulkę i nawet w pępku miał błoto :) :) :)

      Usuń
    2. Są i takie dzieci które nie lubią być brudne, boją się konsystencji np. farb, ale najbardziej smucą te, które obawiają się rodziców. Kałuż jeszcze nie przerabialiśmy, ale wszystko przed nami :)

      Usuń
  2. My też lubimy taką twórczość :) ostatnio robiliśmy ciasto owocowe (babki z piasku z liśćmi), a ucieczka z brudnymi łapkami to chyba to, co mali chłopcy lubią najbardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ten szelmowski uśmieszek przy ucieczce :)

      Usuń
  3. Ech, no smutne to, smutne. I niestety nie takie rzadkie... Dlatego trzeba cieszyć się tym, że są nadal wśród nas tacy mali artyści :)Dzieła Tygrysa naprawdę ładne. I z całą pewnością był w nie mocno zaangażowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serce mi pęka za każdym razem, jak słyszę coś takiego. To tylko odrobina brudu, a co w poważniejszych sprawach?
      Zaangażowanie to zwykle ok. 20 minut, ale jak na dwulatka to bardzo przyzwoity wynik.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Tygrys, gdyby potrafił wołałby podobnie :)

      Usuń
  5. Ostatnio poszalałam. Kupiliśmy wielkie opakowanie ekologicznych farbek do malowania paluszkami, plastelinę jadalną z foremkach do wycinania i budowania miast, kredki, pastele, bloki, kolorowe karteczki. Wiem już gdzie w okolicy są najfajniejsze zajęcia plastyczne-takie w których dziecko zanurza się całe w farbkach i sobą malują dzieła. Wszystko wszystko co mi sie kojarzy z moimi zajęciami plastycznymi z ogniska plastycznego do którego uczęszczałam jak byłam mała. Tylko, jeszcze synka brak... (103dni po telefonie a my nadal czekamy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że już niedługo te wszystkie materiały pójdą w ruch.

      Usuń
  6. Jakich farbek używacie? W dalszym ciągu mam obawy przed zjedzeniem ich przez Młodzieńca mojego, więc jesteśmy w fazie kredek, ale ileż można..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mogę wtrącić moje 2 grosze to osobiście polecam markę ÖkoNorm. Sama jeszcze nie używałam jedynie nabyłam, ale znajomi bardzo bardzo polecają. Wydaje mi się, że dostępne są także w Polsce w sklepach ekologicznych. Można jeść do woli 😋

      Usuń
    2. Na szczęście nie zauważyłam, żeby Tygrys podjadał farbę. Maluję siebie ile się da, ale łapek do buzi nie ładuje. Chyba są za brudne. My używamy takich farbek:
      http://www.sklep.educarium.pl/educarium.php?section=1&kategoria=22&p=1&subkategoria=99&produkt=2064
      http://www.sklep.educarium.pl/educarium.php?section=1&kategoria=22&p=1&subkategoria=99&produkt=7430
      Nic się po nich nie działo. Z ubrań zeszły bez problemu. I są w dużych opakowaniach. Tak wstępnie przejrzałam internet w poszukiwaniu farb, o których pisze Brosha. Znalazłam tylko kredki, ale może trzeba poświęcić więcej czasu i znajdzie się farby.

      Usuń
  7. Jejku naprawdę piękne! Gratulacje dla Tygrysa!
    U nas problemu z brudzeniem nie ma, bo sama lubię malować i się przy tym ubrudzić :P A geny robią swoje, moi chłopcy ze wszystkich zajęć najbardziej lubią plastykę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu Tygrysa. Działał sam. Mocno się pilnuję, żeby nie wkraczać do akcji. Ja jakoś specjalnie uzdolniona plastycznie nie jestem, ale nie przeszkadza mi to, żeby się dobrze bawić :)

      Usuń
  8. Niestety jestem z tych matek, które nie lubia jak dziecko sie upapra, ale moja córka tez nie lubi być brudna, więc nie mamy z tym kłopotu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wszystko gra. Po prostu niektóre dzieci nie lubią być brudne, inne nie lubią nowych konsystencji. Najważniejsze, że się nie boi Mamy.

      Usuń
  9. U nas po powrocie z ostatniego spaceru po parku byliśmy wszyscy tak ubłoceni, że najlepiej byłoby wsadzić nas do pralki i nastawić ją na największe obroty ;) Chcąc nie chcąc, przy dziecku zawsze się człowiek czymś upaprze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po to w końcu są pralki, ubrania to tylko rzecz, a takie chwile w błocie i liściach będziecie pamiętać długo. Ja zauważyłam, że zwykle to ja jetem ubrudzona bardziej niż Tygrys. Przecież po bieganiu w liściach, trzeba na ręce do mamy i najlepiej wytrzeć buciki o jasny płaszcz :)

      Usuń
  10. Teraz to jestem ciekawa, gdzie Wy pracujecie i czym sie zajmujecie! ;)

    Moje Potworki tez kochaja farby, kredki oraz mazaki! I brudzic sie lubia, wiec bloto i kaluze to tez ich zywiol. A ja naleze do grona matek, ktore stwierdzaja z ulga, ze pralka w domu do czegos sluzy, wiec niech dzieci maja frajde. Przerywam dobra zabawe tylko, kiedy Potworkom przychodzi do glowek pomysl w stylu wytarzania sie w lisciach w koscielnych kreacjach. ;)

    A co do stanu scian oraz mebli, polecam zmywalne artykuly plastyczne. Teraz mozna juz chyba dostac wszystko zmywalne: kredki, farby akwarelowe, farby plakatowe, mazaki... Tylko takie kupuje. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, w edukacji. A jak jesteś bardziej ciekawa podaj mail, to Cię wtajemniczę :)
      Jak pisałam w komentarzu wyżej - po to jest pralka, a do brudnej zabawy nakładam po prostu gorsze ubrania. A jak widzę, że zabawa schodzi na dziwne tory, po prostu nieco hamuję tą radosną twórczość. Faktycznie farby z ubrań schodzą, ale nie chciałabym sprawdzać czy z mebli zejdą.
      Uściski

      Usuń
    2. To ja Ci od razu napisze, ze te zmywalne (Crayoli, nie wiem jak inne marki) schodza. I z podlogi i z mebli i z tapicerki kanap. Dzieki Potworkom mialam sie juz okazje przekonac. :D

      Usuń
  11. Ach dobrze pamiętam te ucieczki, wygotowywanie pościeli po farbach, zmywanie farb ze ścian ooo długo by wymieniać, na szczęście to już za nami, choć zamiłowanie dl farb pozostało :-) i dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latem będzie łatwiej. Podwórko, farby i hulaj dusza :)

      Usuń
  12. U nas do tej pory dziewczyny idą na żywioł z farbami i przyprawiają mnie o palpitację serca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko weź i zabroń, jak farby sprawiają taką radość :)

      Usuń
  13. Bałagan pierwsza klasa, Alusia uwielbia takie wolne tworzenie :)
    Kompot pysznościowy :)

    OdpowiedzUsuń