piątek, 23 września 2016

Tworzy Tygrys, tworzę ja

Jak wiecie bardzo lubię rękodzieło.  Dzięki mojej pracy próbowałam wielu technik, ale tak naprawdę w żadnej nie czuję się zbyt mocna. Niestety nie mam czasu skupić się na jednej i w niej się rozwijać, ale w wolnych chwilach z przyjemnością lubię sobie podłubać.


W czasach przed Tygrysem nawet siedząc przed tv, musiałam mieś zajęte ręce. Najczęściej szydełkowałam, choć z czasem szydełko ustąpiło miejsca filcowej książce (to była moja terapia na czas oczekiwania na telefon z OA). Teraz czasu mam mniej, a jak już znajdę chwilę, to najczęściej odpływam, ale w nowym domu nabrałam energii do działania. A większy metraż sprzyja twórczej aktywności. Obiecałam sobie, że jak na czas budowy zamieszkamy w domu, zrobię cotton balls. Wiem, temat już dość przebrzmiały. W internecie można znaleźć sporo zdjęć, instrukcji, a nawet kupić gotowe lampki, ale do tej pory ze względu na ograniczoną przestrzeń i Tygrysa, którego interesuje wszystko, trudno było mi je wykonać. Dom otworzył przed nami nowe możliwości i z przyjemnością je wykorzystujemy. Poza tym o wiele większą radość daje samodzielne wykonanie czegoś, niż gotowy zakup, mimo że koszta są chyba podobne, przynajmniej lampek dostępnych w marketach. Nas cotton balls kosztowały około 45 zł: lampki – 8 zł, balony 1,50 zł, klej – 5 zł, kordonek - 30 zł).


Na blogach znalazłam sporą garść informacji i przystąpiłam do działania. Pomocny okazał się Tatatu, który lepiej ode mnie poradził sobie z dmuchaniem balonów. Mąż dzielnie mnie wspierał, hamując perfekcjonizm, z anielską wręcz cierpliwością powtarzając, że kulki wcale nie muszą być równe co do milimetra i idealnie oplecione. A oplatałam balony kordonkiem. Z jednego motka (Karat 8 - 76 tex x 2, 10 g) zrobiłam dwie kule, zamaczając go w kleju rozcieńczonym wodą (proporcja 2:1). Kule na 24 godziny trafiły na suszarkę do bielizny. I tu moja rada. Nie zostawiajcie suszarki w pomieszczeniu, w którym śpicie. W nocy obudziły nas trzaski. Oczywiście spanikowałam, bo pomyślałam, że ktoś kręci się wokół domu (to taka fobia człowieka, który większość swego życia mieszkał w bloku). Okazało się, że to sznurek pod wpływem pękającego kleju, wydaje dźwięki. Kolejna partia powędrowała już na piętro, co nie spodobało się Tygrysowi, który świetnie się bawił uderzając w kule łapką na muchy. Trochę problemów sprawiło mi wyciąganie balonów, ale z pomocą pensety dałam radę. A luźne lampki w kulach po prostu przywiązałam nitką.
Pierwsze lampki, choć na prezent, okazały się poligonem doświadczalnym. Wykorzystałam kordonek, który miałam w domu. Na szczęście dostępne kolory zagrały. Już wiem, że wolę nieco mniejsze kule i gęściej oplecione. Przede mną kolejne lampki. Dwa sznury na prezent i jeden dla nas. A że zabraknie mi kordonku będę mogła sobie poszaleć kolorystycznie. Dla przyjaciółki na pewno będzie w odcieniach błękitu. Dla nas pewnie z zielenią.





Cotton balls to jeden z projektów zaplanowanych na jesienne wieczory. Kolejny już w realizacji. Ja kręcę kulki, a Tatatu  obok w warsztacie działa intensywnie ze szlifierką (chętnie bym się czasem wymieniła, ale nie jest mi dane :). Potrzymamy Was jeszcze w niepewności. Jak projekt będzie posuwał się do przodu, ujawnimy się :) A ostatni bliżej Bożego Narodzenia. 



22 komentarze:

  1. Boskie Ci wyszły te cotton balls :) Ja próbowałam i efekt był marny. Mi lepiej idzie w pracach gdzie króluje papier. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow ale ekstra ładniejsze niż te ze sklepu masz talent. Ja to nie mam cierpliwości niestety do prac recznych😏

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Takie robótki uczą cierpliwości, a mnie relaksują, gorzej z moim kręgosłupem :)

      Usuń
  3. Piękne. Zazdroszczę cierpliwości. ja pewnie w połowie pierwszej kulki bym się poddała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Początki i u mnie nie były łatwe, ale 40 kul za mną idzie coraz lepiej.

      Usuń
  4. Super ;) ja nie mam daru, kupowałam gotowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to w innych dziedzinach masz talent (ja w tych kuleję :)

      Usuń
  5. Są świetne.
    My również z mężem jesteśmy zdania, że często lepiej zrobić coś samemu co nas taniej wyniesie niż kupować to w sklepie.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam w planach uszycie Tipi, jak tylko ogarnę maszynę do szycia:) Jak mówi moje kochane M* - "zawsze możesz ręcznie przeszyć" - ten to ma poczucie humoru!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pozostaję przy kulkach. Do tipi przymierza się Babcia Tygrysa. Póki co poluje w SH na tanie tkaniny, bo trochę ich trzeba.

      Usuń
  7. Pieknie wyszło :-)
    Fajny pomysł z suszarka, nie woadlabym, wieszalabym sznurki, kombinowala :-) poważnie.
    Vikol to nasz ulubiony klej i kupiliśmy we wiadereczku :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Właśnie cieszymy oczy kolejnym sznurem, który jutro powędruje dalej. Jeszcze jeden i będę robiła lampki dla siebie.
      Suszarka ułatwia życie. Tylko trzeba pamiętać, żeby podłożyć coś po nią, bo klej ścieka. Wiele osób mocuje kulki na suszarce za pomocą klamerek biurowych. To na pewno ułatwia życie, ale nie miałam ich w domu, a szkoda mi było wydawać pieniądze, więc po prostu je przywiązałam. Teraz też mam vikol w wiaderku. Dodałam wodę, zamoczyłam w nim motek i zasuwałam. Jest dużo wygodniej.

      Usuń
  8. Uwielbiam takie rekodziela. A te kuleczki no boskie ! Masz tyle cierpliwości ... mnie ostatnia zabiera synek :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie takie robótki relaksują. Jak Tygrys śpi, działamy :)

      Usuń
  9. Super, też kiedyś chciałam spróbować, ale jeszcze się do tego nie zabarałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam. To fajna zabawa. I efekt piękny.

      Usuń
  10. Piękne kule - i zupełnie nie widać różnicy pomiędzy nimi, a tymi sklepowymi. Zazdroszczę talentu - ja nawet do tej pory nie wiedziałam, w jaki sposób się je robi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. A do zrobienia lampek wystarczą dwa wolne wieczory i odrobina cierpliwości. Ja się wkręciłam :) Zamówiłam kolejne lampki.

      Usuń