poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wy nie wiecie, a ja wiem jak rozmawiać z Tygrysem…

Wprawdzie zdążyłem już poznać jego język na tyle dobrze, żeby zrozumieć podstawowe potrzeby Tygrysa, ale dwa tygodnie urlopu ojcowskiego sprawiło, że zacząłem go rozumieć na innym poziomie. To trudne do wyjaśnienia, ale najłatwiej to opisać, że byliśmy jak ojciec z synem.

Jednak od początku nie zapowiadało się różowo i to nie ze względu na obawy, które kłębiły się gdzieś z tyłu mojej głowy, a w związku obiektywnymi wydarzeniami, które mogły zakłócić sporą część naszego wspólnego czasu – a tego i tak nie było wiele. Tak też się stało ponieważ na kilka dni przed „tacierzyńskim” pojawiły się problemy. Cóż, tak jakoś się dzieje, że w naszym życiu nic nie przychodzi zwyczajnie, łagodnie. Hartujemy swoje charaktery od wielu już lat. Zawsze mamy pod górkę i pod wiatr z kłodami rzucanymi pod nogi. Tak było kilka lat temu z próbami zajścia w ciążę, leczeniem, a wcześniej z poszukiwaniem pracy i swego miejsca na ziemi. Kiedy ponad rok temu poznaliśmy synka, żona wzięła urlop macierzyński, a ja dwa tygodnie urlopu w pracy z ogromną radością i nadzieją na spędzenie czasu z ukochanymi osobami. I co? I to, że spędziliśmy te nasze wspólne chwile w szpitalu z chorym Tygryskiem. Co ciekawe, wtenczas byłem bardzo zawiedziony, jednak dziś patrząc na to z perspektywy doceniam tę sytuację i dziękuję za nią Bogu.  Rok temu czułem się jednak jak w matrixie i to dosłownie. Nigdy wcześniej moje życie nie było tak bardzo odrealnione jak wtedy. Nie czułem, że żyję lecz śnię. Bałem się, że tak zostanie. To wrzucenie w matrix po pojawieniu się Tygryska, podobnie jak jego chorobę z perspektywy czasu uważam za niezwykłe błogosławieństwo. Teraz wiem, że potrzebowałem zmierzyć się z przeciwnościami, aby być mocniejszym teraz. I teraz sytuacja miała się powtórzyć. Ostatni weekend przed urlopem Tygrysek zaczął źle spać i dostał wysokiej gorączki. Lekarz podejrzewał chorobę i zasugerował badania. Tym sposobem pierwszy dzień urlopu ojcowskiego Tatatu stanął pod znakiem łapania moczu Tygrysa na posiew razem z Mamatu, która wzięła wolne tego dnia aby mi pomóc w tym arcytrudnym zadaniu. Spełzło na niczym i dopiero po założeniu pieluchy szczęśliwy synek nasiusiał. Tak minął pierwszy dzień urlopu. Drugi? Jeszcze lepiej. Przyjazd dziadków do pomocy przy łapaniu siuśków. Tym razem się udało i trzeciego dnia wreszcie zostaliśmy sam na sam, jak ojciec z synem itd. Zaczęło się. 


Tej chwili długo wyczekiwałem. Zależało mi na spędzeniu z Tygrysem jak najwięcej czasu sam na sam i wreszcie nadarzyła się sposobność. Z jednej strony byłem podekscytowany, z drugiej zastanawiałem się jak sobie poradzę ze wszystkimi obowiązkami, z którymi Mamatu radziła sobie jedną ręką, jeśli nie palcem. Do tej pory w większości przypadków to Ona wstawała w nocy, gdy Tygrys się budził. Po pierwszych trudnych „wstawaniach” poczułem, że są one czymś pięknym, co mogę dać Tygrysowi od siebie. Napięcie zeszło, pojawił się spokój i radość z nocnego i porannego bycia z synkiem. To był czas dla nas.  Przed urlopem pytałem samego siebie czy potrafię spędzić tak wiele czasu z Tygrysem. Okazało się to łatwiejsze niż myślałem - młody jest absorbujący, więc i czas szybko nam leciał. Dwanaście godzin do powrotu Mamatu mijało jak z bicza trzasnął. Karmienie (coś co najbardziej lubię), przewijanie, czytanie książeczek, śpiewanie piosenek (tu Tygrys jest wyrozumiały i nie wypomina mi fałszowania), wspólne szaleństwa, przytulanie i spięcia pt. kto tu tak naprawdę rządzi? Wszystko to bardzo nas zbliżyło. Teraz się wzruszam, gdy to wspominam. Odebrałem piękną nagrodę za te dwa tygodnie. To bliskość, to przytulanie do taty, to niespodziewane objęcie przez małe rączki i wtulenie się  główki w ramiona Tatatu, to też  drapanie go w brodę i czochranie włosów przez małe rączki, to skubanie w uchu Tatatu i wkładanie palca do jego nochala z okrzykiem „kozia!” i szczerym donośnym śmiechem. To pewnie banał, ale i tak muszę to napisać – nie ma nic piękniejszego niż szczerze wykrzyczane wysokim głosem Tatia! Nie ma nic piękniejszego od nocnej pobudki, kiedy Tygrys woła Tatia, Tatia! Nie ma nic piękniejszego niż śmierdząca kupa rozmazana po „pachi” i Tygrys, który próbuje z nią uciekać z wyraźną radością i dumą na twarzy, że mu się udało przechytrzyć Tatatu.  Nie ma nic piękniejszego niż dosypianie reszty popołudniowej drzemki w ramionach Tatatu. Mała główka wtulona w moje ramiona – bezcenne. Od wielu miesięcy nie doświadczyłem tego. Ostatnio rok temu w szpitalu. Potem niezależność Tygrysa, nie pozwalała na takie zbliżenie. Cudowny moment, który zdarzył się kilkakrotnie podczas naszego wspólnego czasu.

Te chwile szybko minęły, ale zawsze będą ze mną. Tym czasem nastąpił powrót do rzeczywistości. Smutek, żołądek w gardle i łzy napływające do oczu. Przed urlopem w perspektywie miałem aż dwa wspólne tygodnie, które po wszystkim były już tylko dwoma tygodniami urlopu. Przecież powinny to być co najmniej 22 lub 222 tygodnie! 


Wy nie wiecie, a ja wiem jak rozmawiać z Tygrysem… Ale w końcu to ja spędziłem z nim nie tylko te dwa tygodnie. Tak naprawdę chyba już zawsze będę się uczył, jak z nim rozmawiać, bo nasz język wcale nie jest taki łatwy, na jaki wygląda :)

36 komentarzy:

  1. Czytałam i z każdym zdaniem wzruszałam się coraz bardziej.
    To jest miłość. Piękna miłość Taty. Taty i Synka.

    Uściski;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewałem się że przyjdzie już przy pierwszym naszym spotkaniu, a tu taki bonus od życia :)

      Usuń
  2. Brawo Ty :) Świetny tatatu trafił się Tygryskowi. Wspaniałe jest takie poznawanie dziecka, docieranie się, znajdowanie wspólnego języka, wtedy ta więź jeszcze bardziej się zacieśnia, przytulaski są jeszcze wspanialsze :)
    Piękny wzruszający wpis !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam. To Tygrys mi się trafił :) Dzięki :)

      Usuń
  3. Jak dobrze czytać takie wpisy. Brawo Wy :)
    To pouczające doświadczenie spojrzeć na relację tata- dziecko z punktu widzenia mężczyzny.
    To kiedy kolejny wspólny urlop taty i synka?
    Buziaki dla Tygryska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Marto :) Nie wiem kiedy kolejny wspólny urlop, ale w głowie coś już się tli :)Już się nie mogę doczekać. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Bo prawdziwy tata nie ma oporów i strachu. Sama gdy wylądowałam w szpitalu zastanawiałam sie jak sobie poradzą moi panowie dali radę 😃 więcej takich wpisów poproszę fajnie sie czyta okiem taty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strach czasem jest, ale miłość i chęć bycia razem są górą :) Super, że Twoi mężczyźni sobie radzą, to i Tobie jest łatwiej :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Pięknie to napisałeś:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie i serce napisało. Dzięki! Pozdrawiam również :)

      Usuń
  6. Tatatu- nic dodać, nic ująć, po prostu cieszę się, że I Ty i Tygrysek mieliście ten czas razem, a i Mamatu pewnie spokojniej przeszła zmianę na Mamę Pracującą. Spokoju życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamie i tak było trudno. Po roku bycia razem przez całe dnie chyba bym się rozsypał gdybym musiał oddać Tygryska pod opiekę kogoś innego, nawet z rodziny. Ba, po dwóch tygodniach było mi ciężko. To był mega fajny czas spędzony razem :)Dzięki, spokój czasem się przydaje :)

      Usuń
  7. Widać jak bardzo się kochacie! Jesteście cudowną rodziną, a w tym wszystkim najpiękniejsze jest to, że mimo tak wielu trudności i przeciwności losu potraficie dostrzec w tym jednak coś wyjątkowego.
    Tatatu to prawdziwy facet z duszą, bo swojego męża piszącego taki post chyba nie zobaczę i raczej sobie nawet nie wyobrażam. ;)
    Post piękny, prawdziwy i aż bije z niego szczęście i sama pozytywna energia!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :) Z tym pisaniem to nie takie proste. Trudno wystukać na klawiaturze emocje. Czasem się boję, że pisząc nieudolnie skaleczę ich obraz i to co kryje się w duszy. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  8. Gratulacje dla Tatatu i Tygryska :) Mój M. wprawdzie radzi sobie z Bąblem całkiem nieźle, ale opisać tego na blogu za nic w świecie nie chce, nie potrafi i chyba tak już zostanie ;) Piękny post, prawdziwy i wzruszający.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)Pewnie Twój M. wszystko zapisuje sobie w sercu, a to niezacieralne i upiększa wewnętrznie :)Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  9. Każdy czy to mama czy to tata potrzebuje takich chwil spędzonych sam na sam tylko z dzieckiem.
    :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 100 % zgadzam się z Tobą :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Piękna więź między ojcem i synem. Wydaje mi się że faceci potrafią się dogadywać ze sobą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrafią, czasem nawet bez słów :)

      Usuń
  11. Mój mąż był z Pietruszką i Zochaczem po 6 miesięcy w domu. I ogromnie sobie chwalił. Niektórzy koledzy nie mogli zrozumieć ;). Ale widzę że Ty rozumiesz. Z Jacholem jest już teraz ponad rok i widzę jak się świetnie rozumieją. Wbrew pozorom więź z dzieckiem nie zależy od płci tylko od wspólnie spędzonego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz brakuje mi wspólnie spędzanego czasu. Łapiemy każdą chwilę, ale to nie to samo...

      Usuń
  12. ależ miałam wzrusz :) cudowna relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękna opowieść o miłości taty i dziecka;)

    OdpowiedzUsuń
  14. CZasem mam wrażenie,że Tatysiowie to wgl się z dziećmi rozumieją niż my, mamy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim okiem wygląda to zupełnie inaczej :)Mamy są super! A mama Tygrysa wymiata, jak dla mnie :)

      Usuń