Witajcie Kochani wiosną. Chyba wielu z nas od dawna już na nią czekało. Ja również, choć niestety aura za oknem w marcu nie była wiosenna, przynajmniej w naszym regionie. Było szaro, deszczowo i ponuro, co wpływało na nastrój i poziom życiowej energii. Nigdy tak nie miałam. Nie odczuwałam zmiany pór roku czy czasu. Ale to półrocze (zresztą poprzednie też) z racji na życiowe zmiany jest jakieś wyjątkowe i dokucza mi wszystko. Brakuje mi wolnego weekendu. Jestem albo w pracy w sobotę, albo cały weekend w szkole. A jak już jest wolna niedziela to zwykle zagospodarowana, imprezy rodzinne albo zwyczajnie nadrabianie zaległości domowych. Wszystko sprawia, że byłam i jestem naprawdę mocno zmęczona. Jechałam i nadal jadę na oparach i jak uczniowie wypatruję czerwca, bo w tym roku i dla mnie lipiec oznacza wakacje. Zmęczenie sprawia, że i trudno mi zmobilizować się do pisania tutaj na blogu. Jestem pełna podziwu dla Agaty i innych Dziewczyn, które tydzień po tygodniu utrwalają rodzinną codzienność. Próbowałam pisać każdego dnia, zwykle po dwóch trzech mój zapał mijał, albo zwyczajnie brakowało mi sił. Poza tym po całym dniu przed ekranem, niekoniecznie mam ochotę na więcej. Potem miesiąc mija i próbuję zostawić po nim ślad, a w głowie jest pustka. Galeria w telefonie też nie pomaga, bo albo znajduję zdjęcia książek (przeczytanych i tych do przeczytania) albo fotki Puśki. Ale, jak co miesiąc spróbuję pogrzebać w zakamarkach pamięci i wydobyć z powtarzalnej codzienności ciekawsze momenty.