wtorek, 3 lutego 2026

Książki na początek roku

Za nami całkiem przyzwoity rok. Tygrys przeczytał 101 książek, ja 113. Nowy, 2026 rozpoczął się obiecująco. Jeśli tempo z początku roku się utrzyma, zapowiada się naprawdę zaczytany czas. Na naszych listach wciąż czeka wiele tytułów, a ja cieszę się, że Chłopak nie stracił ochoty na wspólne wieczory z książką. Ciekawe, czy w tym roku coś się zmieni. Jestem na to otwarta, choć będę tęsknić za naszymi czytelniczymi rytuałami. Łatwiej byłoby mi pogodzić się ze zmianą, gdyby czytał samodzielnie, ale na razie za wiele na to nie wskazuje. Choć… po raz pierwszy od dawna przeczytał coś sam (trochę to jednak krzywdzące stwierdzenie, bo często  przegląda książki i gazetki piłkarskie). Tym razem padło na „Narnię” oraz cztery komiksy. Może to krok w dobrym kierunku. A tymczasem – nasze styczniowe podsumowanie.

1. Jonathan Freedland, Urodziny Króla Zimy; Wydawnictwo Kropka
lokalna biblioteka, czytana po raz pierwszy

Książka urzekła mnie już samą okładką, a w środku jest równie piękna. Malarskie ilustracje uzupełnione wycinankami (techniką bardzo mi bliską) tworzą wyjątkową całość. Sama treść skierowana jest raczej do młodszych czytelników. Testowałam ją z Tygrysem pod kątem warsztatów i tu sprawdziła się doskonale. Poza treścią dzieciaki mocno zainteresowała niezwykła opowieść o życiu autora, która przyniosła sporo pytań. 


2. 12 wyjątkowych postaci. Polscy autorzy o marzeniach; Wydawnictwo Publicat
domowa biblioteczka, czytana po raz kolejny
O "niebieskiej" serii wspominałam już w grudniu. W styczniu Tygrys wyjął z półki kolejny tytuł i jak zawsze słuchał z zaciekawieniem. Na szczęście zdążył już sporo zapomnieć. Tę część sama lubię. Nie wszystkie biografie, których punktem wyjścia są opowiadania, sama znam zbyt dobrze. Na pewno są dobrą bazą do rozmów o marzeniach i drodze do ich realizacji. 


3. Artur Gębka, Ten Pan; Wydawnictwo Widnokrąg 
lokalna biblioteka, czytana po raz pierwszy
Ta książka okazała się dla mnie prawdziwym odkryciem. Porusza trudny temat i początkowo Tygrys nie chciał jej słuchać. Udało mi się jednak przegadać temat i przekonać Chłopaka, by wysłuchał historii do końca. Warto, bo książka pokazuje losy ludzi, którzy często pozostają dla nas anonimowi, choć są tuż obok. Uczy empatii i wrażliwości na drugiego człowieka. Zawiodłam się trochę na zakończeniu. Nie chcę zdradzać fabuły, ale zabrakło mi wyraźnego wskazania przyczyny sytuacji, w jakiej znalazł się Pan Nikt. Mimo to polecam tę książkę. Niektórych może zniechęcić grafika, może wydawać się wręcz „brzydka”, ale według mnie dobrze uzupełnia tekst i trafnie oddaje emocje.


4. Roch Urbaniak, Papiernik. Księga Opowiadaczy; Wydawnictwo TADAM

lokalna biblioteka, czytana po raz pierwszy
Od tej książki trudno się oderwać. Ilustracje są niesamowite, wyjątkowe, wyróżniają się wśród innych wydawnictw dla dzieci. Równie mocne wrażenie robi treść, choć akurat ten "Papiernik" różni się od poprzednich. Historie pozostają niedopowiedziane, a autor poprzez stawianie pytań zachęca do snucia dalszego ciągu opowieści. Polecamy. 

O

5. C. S. Lewis, Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa; Wydawnictwo Media Rodzina 

domowa biblioteczka, czytana po raz kolejny
Jak wspomniałam na początku, „Narnia” to jedna z nielicznych książek, które Tygrys przeczytał ostatnio  samodzielnie. Niespecjalnie miał wybór, w końcu to lektura. Po perypetiach klasy Synka z „Chłopcami z Placu Broni” motywacja była tym razem zdecydowanie większa. Ja Narnię bardzo lubię, Tygrys już niekoniecznie. Jest tu sporo wątków, które trudno ogarnąć rozumem, a za takimi klimatami nie przepada. 


6-7. Majda Koren, Beret i Kapot; Wydawnictwo Druganoga
lokalna biblioteka, czytane po raz pierwszy
Kolejne, dwie samodzielne lektury. Na jedno czytanie, ale zawsze to coś. Poziom czytelnictwa w kraju podniesiony. A tak poważnie, cieszę się z każdej książki przeczytanej przez Tygrysa. Tym razem trafiłam w gust, bo Chłopak poprosił o kolejną część i inne podobne. 


8. Ellis Carson, Zu dę daś?; Wydawnictwo Wytwórnia 

lokalna biblioteka, czytana po raz pierwszy
Jak dobrze, że moja praca związana jest z książkami. Tygrys rośnie i nie wszystkie  dziecięce nowości trafiałyby w moje ręce, a tak jestem w miarę na bieżąco. Poza tym jestem „ciocią od książek”, więc zawsze staram się wynajdywać prawdziwe perełki. A ta do takich należy, choć nie jest to taka oczywista książka. Spójrzcie na tytuł, ale nie martwcie się, jest po polsku. Sprawdziliśmy z Tygrysem i naprawdę dobrze się bawiliśmy. Polecamy.


9. Michał Rusinek, Monika Szomko, Trampki Vincenta, czyli jak się nie nudzić w muzeum; Wydawnictwo Zygzaki 

lokalna biblioteka, czytana po raz pierwszy
Po raz kolejny gościmy u nas Michała Rusinka. Tym razem w duecie ze specjalistką od twórczości Vincenta van Gogha. To spotkanie okazuje się wyjątkowo udane. A właściwie należałoby mówić o tercecie, bo nie sposób pominąć znakomitej szaty graficznej, która dopełnia całość i mocno działa na wyobraźnię (ja się ogrzałam w reprodukcjach obrazów w książce :). Jak zawsze u Rusinka, czytelnika prowadzą wpadające w ucho, lekkie, a jednocześnie celne wiersze. Tym razem stają się one nie tylko literacką zabawą, lecz także pretekstem do przekazania solidnej dawki wiedzy o życiu i twórczości van Gogha. Polecamy. 


10. Jean - Luc Fromental, 365 Pingwinów; Wydawnictwo Tatarak 
zaprzyjaźniona biblioteczka, czytana po raz pierwszy
Jak to możliwe, że ta książka dopiero teraz  trafiła w moje ręce  (Gosiu, dziękuję:). Rocznik ten sam co Tygrys, a my jej nie znaliśmy. Żałuję, bo jest świetna, zabawna, a przy okazji sporo uczy. Już widzę, jak dobrze bawilibyśmy się przy niej kilka lat temu. Ale nie ma tego złego... To idealny prezent dla kilkulatków i jeden egzemplarz trafił już do zaprzyjaźnionego pięciolatka. Mama nadzieję, że będzie się przy nim  dobrze bawił. My z Tygrysem, mimo swoich lat, dobrze spędziliśmy czas z pingwinami. 


11. Łukasz Wierzbicki, Machiną przez Chiny; Pogotowie Kazikowe

domowa biblioteczka, czytana po raz kolejny
Kolejna książka z naszej domowej biblioteczki, do której Tygrys wrócił. Był czas, że zaczytywaliśmy się w tytułach Pana Wierzbickiego. Na szczęście, nieco się  zatarły w pamięci, dzięki czemu z radością wracamy do tych lektur. Przygody Stasia i Haliny wciągają i zachwycają; tym bardziej, że miały miejsce prawie 100 lat temu, w czasach, kiedy nie było komórek, GPS-u ani innych współczesnych udogodnień. Ich podróż, pełna przygód, niesamowitych spotkań i nieoczekiwanych zwrotów akcji, nadal  porusza wyobraźnię. Dla nas to już klasyka wśród współczesnych książek dla dzieci. 


12. Małgorzata J. Berwid, Wojenne lalki Marysi; Wydawnictwo Tadam
lokalna biblioteka, czytana po raz pierwszy
Książka wpisuje się w dobrze znany i często wykorzystywany nurt opowieści o wojennych losach dzieci, po który chętnie sięgamy, zwłaszcza gdy mamy dobre doświadczenia z podobnymi publikacjami, m.in. z oferty Wydawnictwa Literatura. Tym razem  inna oficyna, która nie spełnia naszych oczekiwań i pozostawiła niedosyt. Owszem, historia jest poruszająca i skłania do refleksji nad dramatem wojny oraz cierpieniem najmłodszych, ale nie wyróżnia się na tle innych publikacji o podobnej tematyce. 


13-14. Emmanuel Guibert, Ariol: Wszyscy jesteśmy osiołkami i Być jak superkoń; Wydawnictwo Adamada
lokalna biblioteka, czytane po raz pierwszy
Tygrys na koniec ferii, chyba już z nudów, sięgnął po dwa kolejne komiksy polecone przez bibliotekarkę. Spróbowałam je przeczytać, żeby mieć własne zdanie, ale poległam. To nie do końca moja bajka i chyba też nie ten moment w życiu. Za to Tygrys śmiał się przy lekturze, cytował nam co zabawniejsze fragmenty i od razu poprosił o kolejne części, więc wnioskuję, że mu się spodobały.
 

Ja również miałam dobry początek roku, choć przyznaję, że miałam trudności z doborem lektury. Sama nie wiedziałam czego chcę. Dzięki temu przeczytałam kilka książek, które długo czekały na swoją kolej, może to był po prostu ich czas. Do tego dwie młodzieżówki. Jedna dziecięca, skromna w treści, ale z ilustracjami Wilkonia, dla mnie bardziej do oglądania i podziwiania. Czekając na najnowszą książkę Magdaleny Bigaj, przeczytałam po raz drugi "Wychowanie...", nic nowego mnie wniosła. Cieszę się, że wreszcie sięgam po lektury dla ducha ("Hewel"), choć te są akurat do wolnego czytania i refleksji. Trudno mi wybrać z tak różnorodnych książek tę jedną. Mimo wszystko postawiłabym na klasykę, czyli Tolkiena. Zaraz za nim "Przenośna magia". A z lżejszych "Miniaturzystka". 










Zerknęłam na swoje plany czytelnicze z zeszłego roku i… No cóż, nie wyszło tak, jak sobie wymarzyłam. Miałam przeczytać Tolkiena i Lewisa. W 2025 udało mi się skończyć tylko pierwszy tom „Władcy Pierścieni”. Nie porwał mnie od razu, ale dałam szansę autorowi i na początku tego roku nadrobiłam kolejne części. Muszę przyznać, że czytało mi się je dużo lepiej. Mimo to Tolkien raczej nie zostanie moim ulubionym pisarzem. Lewisa zostawiam na ten rok.

Chciałabym też wreszcie ogarnąć zaległe książki z domu, ale już widzę, że łatwo nie będzie. Ciągle przynoszę coś z biblioteki, a lista rezerwacji wciąż rośnie. Znacie to? Myślę o zasadzie 1 + 1: jedna biblioteczna, jedna domowa – może w końcu uda się złapać równowagę. Bilans na styczeń to 11 do 4, oczywiście na korzyść biblioteki. Do domowej liczby dodałam miesięcznik „W drodze”, który kupuję regularnie i ciągle nie może doczekać się swojego czasu – w końcu każda motywacja się liczy. Zobaczymy, jak będzie wyglądało to w kolejnych miesiącach.

Ciekawa jestem, jak to jest u Was? Które książki wygrywają. Domowe czy biblioteczne? Niech 2026 będzie rokiem, w którym uda nam się wreszcie przeczytać to, co odkładaliśmy od dawna. 

1 komentarz:

  1. Ech te chlopaki... Bi juz kilka lat temu porzucila wspolne, wieczorne czytanie, ale za to doslownie pozera ksiazki samodzielnie. Nik... tragedia. Okazjonalnie przejrzy jakis komiks. Poki co nadal lubi jak mama mu czyta (13-latkowi!), choc tu chyba chodzi bardziej o taki nasz wspolny czas, bo mamy podobne charaktery i poczucie humoru i nieraz razem sie chichramy z jakiejs scenki czy dialogu. ;)

    OdpowiedzUsuń