Sprawy
dotyczące domu postępują do przodu. Od kilkunastu dni szukamy majstrów, którzy
mogliby się podjąć budowy. Casting trwa, chociaż werdykt jest coraz bliższy.
Pierwszy kandydat, polecony przez naszego architekta to młody człowiek,
właściciel firmy budowlanej, jak się okazało z mojego rodzinnego miasta, z
sąsiedniego osiedla, więc sąsiad przez miedzę i z siedzibą firmy przy sąsiedniej
ulicy. Tyle lat mieszkaliśmy w pobliżu, ale nigdy się nie widzieliśmy. Cóż w
dużym mieście nie zwraca się uwagi na ludzi, jest ich zbyt wielu. Za to
spotykamy się teraz w innych okolicznościach i miejscu. Swoją drogą to dość
niezwykłe.