Co prawda lato się rozgaszcza, ale u nas za oknem aura wiosenna. Stąd dziś będzie o książeczce mego dzieciństwa traktującej o porze roku, która powoli staje się wspomnieniem. Książeczce, którą mam w swojej biblioteczce od zawsze (wszak jest niewiele młodsza ode mnie), ale zupełnie nie pamiętałam jej treści. Podejrzewam, że to za sprawą szaty graficznej, która nie jest zbyt pociągająca dla najmłodszych, choć z tego co pamiętam zawsze fascynowały mnie skrzaty na okładce. Książka wygląda na nieco sfatygowaną, więc z pewnością była w użyciu, ale nie mogłam sobie przypomnieć zupełnie nic, poza imionami głównych bohaterów. Tym chętniej zajrzałam do środka.