sobota, 21 kwietnia 2018

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Podsumowanie 41 (3+5)

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? I my weszliśmy w ten etap. Dlaczego znak stop jest tutaj? Dlaczego jajko ma białko i żółtko? Dlaczego mamy tą godzinę? Dlaczego nie ma zielonych parówek? Dlaczego masz to (brodawkę)? - też się zastanawiam, wolałbym nie mieć. Chyba czas zacząć sięgać, bo encyklopedie / leksykony / słowniki, coby sobie wiedzę odświeżyć. Głupio tak, co chwilę do Taty odsyłać. Dziecko pomyśli, że Mama jakaś niedouczona.

W związku z atakami złości i bicia Tygrysa zaczęliśmy stosować coś na kształt tablicy motywacyjnej. Każdego ranka naklejamy w kalendarzu, albo kolorową albo czarną naklejkę. Z rana, bo Młody był tak sprytny, że jak dostał naklejkę przed snem, po przyklejeniu potrafił nam się dać we znaki. Pewnego dnia wracam z pracy i zauważam dwie czarne kropy przyklejone z Tatą. Dopytuję o nie. Chłopak szybko ucina dyskusję: Zapomnijmy o tym.

Kolejny raz przekonaliśmy się o tym, że trzeba uważać na to, co się mówi przy dziecku. Pewnego dnia wchodzi do nas dziadek, a Tygrys woła: Dziadek, nie wchodź,  bo będziemy musieli odkurzać. Cóż zdarzało nam się ustalać, że odkurzymy popołudniu, jak dziadek skończy pracę w warsztacie, bo ma w zwyczaju ładować się do nas w butach, a że jest stolarzem, wiadomo… Niestety i upomnienia Tygrysa na nic się zdały.

Nadal mamy problemy ze spaniem. Choć podjęliśmy drastyczne (dla Młodzieńca) kroki i zdecydowaliśmy, że śpi sam. To po nocnych bijatykach. Dwie nocki były udane. Obawialiśmy się poranka. Nasze dziecię powinno głośno dać wyraz swojemu niezadowoleniu. Tymczasem spokojnie przyszedł do nas i władował się do łóżka. Szok. Od tej pory bywa różnie. Z rzadka zdarzają się całe przespane noce bez rodziców. Częściej woła nas do siebie o różnych porach nocy.


Po wpisie przedszkolnym nastąpiła zmiana. Nie to, że Tygrys leci na skrzydłach do placówki. To raczej nie nastąpi w najbliższym pięcioleciu, ale nie ma codziennych histerii. Za to pobyt w placówce przepracowuje bawiąc się na okrągło w domu w przedszkole. Usłyszeliśmy kilka miłych słów od pani. Może wyczuła nasze nastroje? Że jest duża zmiana, że Chłopak jest mądry… i dominujący, przez co ma konflikt z innym charakternym dzieckiem.  Ależ się ucieszyliśmy. Nie z konfliktu, ale z tego, że Synek sobie radzi. Mieliśmy podejrzenia, że nie da sobie w kaszę dmuchać, bo musi być po jego myśli, ale dobrze było usłyszeć potwierdzenie. Co do zabawy w przedszkole to w tym miesiącu Tata jest Damianem. Strasznie to męczące, szczególnie na placu zabaw, jak dziecko zwraca się do Ciebie po imieniu. Tata ma obawy, że w końcu naprawdę zamieni się w Damiana.

Jak wiecie Synek bardzo lubi zabawy z wchodzeniem w rolę bohaterów z bajek. Ostatnio numer jeden to “Auta”, za którymi nie przepadam. Pozostawia wiele do życzenia, ale moja wina sama pokazałam. Ale zabawa w auta daje nam sporą dawkę ruchu. Jak się zaczęły cieplejsze dni i zabawa przeniosła się z jadalni na podwórko, po dwóch dniach miałam zakwasy. Dwa wyścigi dziennie. Nie spacery, regularne bieganie. Także popylam sobie po pracy, od dziadków do domu i jeszcze wieczorem po osiedlu. Tata powłóczy gdzieś za nami, bo nie ma siły po całym dniu pracy (na etacie i na budowie). Liczę tylko na to, że zrzucę tu i ówdzie po centymetrze. Póki co Tygrys, a raczej Zygzak, ma niezłą kondycję i zwykle wygrywa wyścigi. A teksty przy tym cudowne: Jestem mistrzem świata i żaden nierówny chodnik mnie nie pokona. I tego się trzymam, bo akurat powierzchnia naszych wyścigów przyprawia mnie o drżenie serca. Innym razem spotykamy na osiedlu znajomych, którzy chcę się z Młodym przywitać. Tygrys - mistrz wymówki - nie powie, że nie ma na to ochoty/nie lubi, On oznajmia: jestem na wyścigu i nie mam rąk, tylko koła. Tyle w temacie.

O ile do tej pory kolorowanki mogłyby nie istnieć, chyba że takie z naklejkami, o tyle teraz kolorujemy do upadłego. Nie zadążam z drukowaniem obrazków. Najgorzej, że Tygrys wpada w złość jak tylko zamaluje dość ekspresyjnie. Wtedy my rodzice, musimy wykazać się sporą wyobraźnią, że np. samolot wpadł w sadzę i dlatego wygląda, jak czarna plama.

Nie raz wspominałam, że Tygrys ma wiele problemów z bodźcami, kontaktami z ludźmi, ale widzimy poprawę, nieznaczną, ale jednak. Komuś może wydać się dziwne, że cieszymy się, że np. złapał kontakt z paniami w bibliotece czy lekarzem. Doktor D. nie może nadziwić się zmianom. Mówi, że to nie to dziecko sprzed kilku miesięcy. Cóż bywamy u niego czasem dwa razy w tygodniu, więc Dziecko się oswoiło. Do tego stopnia, że zdarza Mu się popisywać. Kiedy lekarz zalecił kontynuowanie inhalacji, usłyszał: Nie cierpię inhalacji. A jak byliśmy na podwójnej wizycie (tz. Tata Tygrysa i Tygrys) oznajmił, że doktor nie zbadał Taty. Co prawda nie musiał, bo Tata poszedł z gotowym rozpoznaniem, ale następnym razem dla przykładu zbada. Cieszą nas takie rzeczy. Zwłaszcza, że już w poczekalni kulił się, kiedy zbliżała się do Niego młodsza dziewczynka. A propo chorób… Młody dostał tabletki, które doktor dla zachęty nazwał cukierkami. Następnego dnia Synek dziwi się: Co to za lekarz, co daje cukierki zamiast tabletek?

Tygrys rozradowany, że obejrzy ulubioną bajkę zaczyna śpiewać. Z radości oznajmia: jestem tak szczęśliwy, że chce mi się śpiewać.

Jesteśmy u dziadków. Nagle Tygrys oznajmia: Powiem Wam coś, ale tylko mamie i tacie. Babcia zamknij oczy*. I szepce mi do ucha: W przedszkolu robiłem laurkę na dzień mamy. Cóż… wydało się. To nie była wiadomość dla mnie, ale do tej pory robił laurki przeważnie dla Babci, więc tak Mu się chyba utrwaliło i nie chciał psuć Babci niespodzianki.

*Nie wiem dlaczego akurat oczy, zwłaszcza, że Babcia akurat wzrok ma słaby, za to słuch… Chyba, że potrafi czytać z ust, o czym nie wiem.

Od dwóch tygodni spędzam większość czasu z Tygrysem, bo Tata “zasuwa” na budowie. Nie to, że narzekam, ale prasowanie samo się nie zrobi. Mówię Synkowi, że włączymy bajki, a mama poprasuje. I co słyszę? Mama to niedobry plan. Co za dziecko, co nie chce oglądać telewizji.

Przy obiedzie: Mama, co Ty plociesz? Ano plotłam, że w kubeczku tego rosołu do wypicia to wcale nie ma tak dużo.

Synek przepada za bułkami (brzmi znajomo?). Tyle, że ta miłość ujawnia się zwykle przy wizycie w sklepie, albo obok piekarni. Sucha buła musi obowiązkowo wylądować w małej paszczy.I dobrze jest, jak zostanie pochłonięta, co nie jest regułą. Zapas bułki tartej mamy spory. I tak któregoś ciepłego dnia wracamy=biegniemy do domu i trzeba było zatankować. Tygrys wskazał miejsce: Tam jest bułkarnia. W sumie, jak piekarnia czy ciastkarnia, to czemu nie bułkarnia?

Znacie to… Weekend, dziecko zrywa się bladym świtem. W końcu to dzień z rodzicami, więc szkoda marnować go na spanie. Tymczasem w środku tygodnia nawet dwa budziki nie przeszkadzają w śnie. Którego dnia Tygrys przeciąga się i mówi: Ciężko mi wstać. Znam ten ból.

Nasze Dziecko zaczyna chyba zauważać, że rodzice to nie roboty, które nic nie czują. Zaczyna dostrzegać nasze nastroje/samopoczucie. Nie zawsze trafia w punkt, ale… Pewnego dnia po powrocie z kolejnego wyścigu, padam na przysłowiową twarz, a dziecko pyta mnie, czemu jestem zmartwiona. W sumie martwiłam się, że kolejnego dnia czeka mnie to samo. Od tego roku nie narzekam na jednodniowe pogorszenie pogody raz w tygodniu. Swoją drogą to jest niesamowite. Dotąd nie było mowy, żeby Tygrys przeszedł choć od drzwi do samochodu na własnych nogach. Był dzieckiem noszonym. Tymczasem ponad 2 km spaceru to dla niego pestka.

Popsuło nam się Dziecko pod jednym względem. Nie chce słuchać książek. Nie to, że całkowicie je odstawił. Wręcz przeciwnie. Nie słucha, ale przegląda. Ciągle. I oczywiście najlepiej gdybyśmy oboje towarzyszyli Mu w tej czynności. Każde ze swoją książką w dłoniach, a za chwilę podmianka. A ja pytam - ile razy mogę oglądać te “Auta”? Na szczęście wróciły już do biblioteki.

Kolejny miesiąc Tygrys wzbogaca swoje słownictwo o różne dziwne słowotwory, najlepiej związane z fizjonomią i dolnymi częściami garderoby (gacie i skarpetki). “Giry” przyplątał się od Taty, ale co powiecie na to: Ty jesteś masiuśka, a ja półsiuśka. A ileż przy tym radości.

Nasza budowa posuwa się do przodu, dzięki staraniom Taty i Dziadka Tygrysa. Pewnego popołudnia siedzimy w domu (tym aktualnym), słyszymy, że podjechał Dziadek, a Wnuś na to: Nasz budowniczy przyjechał. Dobrze, że nie Bob.

Liczy na potęgę. Wszystko dookoła np. linijki w książce. I sama nie wiem, kiedy Młody nauczył się rozpoznawania 1,2 i 3. Literek kilka też zna: A, O i Y. Ciekawe są okoliczności, w których załapał tę ostatnią samogłoskę. KIedy wydobywa się z nas yyyyyy? Na nocniku oczywiście. Podczas spacerów/jazdy samochodem, co rusz słyszmy: Mama, tam jest A. A że aptek mamy kilka po drodze, to i “a” trochę się znajdzie. A cyferki utrwalamy podczas zakupów w owadzim sklepie. Są duże i wyraźne, to se Dziecko ćwiczy.


18 komentarzy:

  1. Kochana, nie wiem jak Ty, ale ja już w swoim życiu widziałam zielone parówki. Tylko ich przydatność do spożycia pozostawiała wiele do życzenia ;)

    Świetnie się czyta o postępach Tygrysa, a jego riposty zasługują na wydanie książki! Mam nadzieję, że w przedszkolu teraz pójdzie już z górki. I tego Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, muszę przyznać, że i ja widziałam. I to nie tylko parówki.
      Tygrys jest mistrzem riposty, ale zdecydowanie ten dar ujawnia się w domowym zaciszu.

      Usuń
  2. Będzie wszystko dobrze i młody się zaaklimatyzuje. Po prostu potrzebuje więcej czasu. A jeżeli o budowę... To znam to z autopsji 🆘 🆘 🆘 mamuśki szukają pomocy 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety czas nie zadziałał na nasza korzyść, a po wakacjach spodziewam się powtórki :(

      Usuń
  3. u nas problem ze spaniem trwał dłuuuuugo, ale córka ominęła fazę "dlaczego" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dlaczego?" osłabło, a ze spaniem coraz gorzej.

      Usuń
  4. Cudowny jest rozwoj takiego malucha :) tyle zawsze zmian, nowości. Pięknie się Tygrysiatko rozwija wam.
    Z tym liczeniem to chyba kazdy facet tak ma ;)
    Jak nasi znajomi się budowali to zawsze mówili że jada na budowe i kiedy sie przeorowadzili to ich synek mówił że teraz mieszkaja na budowie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy dzień z Tygrysem, to moc atrakcji.
      A na przeprowadzkę Chłopak czeka. Najchętniej już by zmienił miejsce zamieszkania.

      Usuń
  5. A z budzeniem się w weekend i w tygodniu.. Oj tak, znam :D grrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio przeszedł sam siebie. Sobota - 4 nad ranem. Niedziela - 5.

      Usuń
  6. Niesamowicie bystry ten Wasz Tygrys! Teksty ma powalajace! "Bulkarnia" rules! ;)

    U nas Nik jeszcze niedawno przy czytaniu wiercil sie, krecil, przestawial maskotki, itd. A teraz lezy grzecznie i slucha z rozdziawiona buzia. ;) Za to Bi do czytania zawsze bierze sobie notes i cos w nim pisze albo rysuje. Na poczatku niesamowicie mnie to wkurzalo, bo ja sobie tu gardlo zdzieram, a ona bazgroli. Ale przepytalam ja na wyrywki i okazuje sie, ze jednak slucha, tylko lubi czyms zajac rece. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Bi. Ja muszę mieć zawsze zajęte ręce :)

      Usuń
  7. Przyjemnie mi się czyta mamine obserwację, zwłaszcza że zmiany u dzieci następują tak szybko że o niektórych zapomniałam.
    Dlaczego ? ciągnąc by się mogło bez końca ;)
    U nas temat ,,zygzaka,, chwilowo zażegnany, ale nie wiem co gorsze. Aktualnie mamy etap policjantów i strzelania (o zgrozo) niestety przedszkolne zabawy odbijają się echem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie narzekam już na Zygzaka. Choć sama sobie jestem winna, bo sama dbam o to zainteresowanie finansując kolejne gadżety z autami. Tylko, co zrobić, jak ułatwiają życie, np. taka szczoteczka z Zygzakiem bardziej zachęca do mycia zębów niż taka zwykła :)

      Usuń
  8. Fajnie się czyta takie historyjki, tym bardziej że mój maluch ma już prawie 2 latka, więc za chwilę zacznie się to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że tak. Ja też śledziłam blogi mam chłopaków starszych ciut od Tygrysa i wiedziałam, co mnie za chwilę może czekać :)

      Usuń
  9. Świetnie napisane :)
    U nas w przedszkolu królują auta, więc siłą rzeczy mój Synuś tez się w tej bajce zakochał.
    Cudownie jest obserwować jak dzieci się rozwijają, choć etap "dlaczego" bywa męczący. U nas najmłodsza daje nam popalić z buntem. Wszystko robi na opak, coś strasznego... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie jakoś ta bajka nie pasuje. Choć może gdybym na zwieńczenie dnia nie musiała czytać ciągle tych samych opowiadań, byłoby łatwiej :)
      Dużo sił życzę

      Usuń