wtorek, 16 sierpnia 2016

Trudne nowego początki

Dziękuję za wsparcie pod poprzednim wpisem. Nie odpisuję, jak zwykle pod każdym komentarzem z osobna, bo po prostu realia nam się zmieniły, a w związku z tym czasu trochę  mniej, ale o tym za chwilę.

Jesteśmy po spotkaniu z psychologiem i dobra wiadomość jest taka, że to było pierwsze i ostatnie spotkanie (przynajmniej na tym etapie). Nie będzie żadnej terapii, ani tym bardziej farmakologii, którą  nas postraszono. Trafiliśmy na fachową pomoc, niezwykle kompetentną, sympatyczną, a przede wszystkim wsłuchującą się w potrzeby dziecka i zauważającą nasze, panią psycholog. Rozmawialiśmy blisko godzinę i znaleźliśmy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Choć wiele z nich było z tych oczywistych, co człowiek się dziwi, że sam na to nie wpadł. Utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nasza droga, o której już kiedyś pisałam, jest słuszna. Podążaj za dzieckiem. Nic na siłę. Nic, bo to już czas. Nic, żeby zadowolić innych. Także wstrzymujemy się jeszcze ze smoczkiem (choć wczoraj Młodzieniec zasnął bez, zapomnieliśmy, a i Tygrys się nie upominał, czyli da się) i pieluchami. 

Ten strach przed obcymi, tak jak pisałyście, nie jest czymś niepokojącym, ale w związku z tym, że Tygrys tak wiele w Swoim krótkim życiu już przeszedł, jest dość spotęgowany. Wiedzieliśmy, że ciąża, zalewanie dziecka hormonem stresu, jego porzucenie, co dzień nowe twarze, brak bliskości, zmiany (DD-dom-szpital-dom) mają wpływ na Jego zachowanie i rozwój. Teraz wiemy, że jeszcze nie raz będzie miało. Nie chciałam tłumaczyć wszystkiego, co się dzieje w życiu Tygrysa tą traumą, ale po spotkaniu z psycholog wiem, że będzie rzutowała na życie Chłopaka. Nasza rola polega na tym, żeby pomóc Mu to przejść, być blisko, wspierać. A że natury mamy podobne. Cała trójka to nieźli nadwrażliwcy (choć chyba Chłopaki przodują), to będzie nam łatwiej Go zrozumieć i pomóc. Nie dostaliśmy gotowych rozwiązań, bo takich nie ma. Najważniejsze to wsłuchiwać się w Chłopaka, obserwować i wybierać dla niego to, co najlepsze. Jak szczególnie nie pasują Mu jakieś osoby, na jakiś czas ograniczyć kontakt. Jak wiem, że są miejsca, w których po krótkiej histerii, uspokoi się i odnajdzie, korzystać. Niby oczywiste, ale fajnie, jak ktoś to wyartykułuje. Podobało mi się też, że kobieta skupia się nie tylko na Tygrysie, ale również na nas. Nie może być przecież tak, że raptem ograniczymy wszelkie kontakty (których i tak za dużo nie mamy) i zamkniemy się w naszym małym światku. Nie będziemy nic zmieniać w naszym życiu. On też musi nauczyć się, że są wokół nas inni ludzie i że życie niesie ze sobą zmiany. I co najważniejsze dostaliśmy wskazówki, jak postępować z poczynaniami Tygrysa, które kosztowały nas sporo stresu. Okazało się, że początkowa taktyka była dobra, a potem tak się zafiksowaliśmy, że wpadliśmy w błędne koło. Damy Chłopakowi jeszcze tydzień, dwa, bo akurat nastąpiła kolejna zmiana w Jego życiu, a to może potęgować niepożądane zachowania. Ale mimo to widzimy poprawę. I w Tygrysie i w nas samych. Od razu inaczej się żyje. 

Jedno wiem. Następnym razem nie czekam. Korzystam z pomocy. W końcu po to są specjaliści. Poza tym to była naprawdę ciekawe spotkanie/rozmowa. A teraz czekamy na książki, które pani nam poleciła. Ciekawa jestem zawartości.

Z nowości... Od soboty układamy nasze życie w nowym miejscu. Udało nam się nawet prawie uporządkować zawartość licznych pudeł i toreb, które już przywieźliśmy. Choć wiele rzeczy w tych kartonach pozostanie. Nie ma sensu rozstawiać tego po domu. Co prawda metrażowo przestrzeń mamy sporą, ale szaf i półek na naszą trójkę nie za dużo. Aż sama się dziwię, jak to się mieściło na tych 34 metrach. I jakoś specjalnie nie miałam co wyrzucić. Sporo rzeczy pozbyliśmy się 7 lat temu przy przeprowadzce do bloku, a potem staraliśmy się nie kupować nowych (poza książkami oczywiście). Ale i tak jest ich zdecydowanie za dużo. 

A jak nam jest? Hmmm... Trudne pytanie. Chyba ciągle nie możemy rozstać się z naszym mieszkankiem. Czuję w sobie stres bliski temu, który przeżywałam, jak układaliśmy to nasze nowe życie kilkanaście miesięcy temu z Tygrysem. Niby powinniśmy się cieszyć. Dom, podwórko, więcej czasu dla siebie. Za chwilę budowa. Ale póki co nie możemy mentalnie rozstać się z M2. Już wczoraj pognaliśmy do miasta. Do ZOO. Zajechaliśmy po kilka drobiazgów (sporo wywieźliśmy, ale mam wrażenie, że nic nie ubyło) i tak nam było ciężko. Ciągle zadaję sobie pytania: czy dobrze robimy? czy nie tracimy zbyt wiele (lepsze szkoły, dostęp do kultury, atrakcji, a nawet dobrych lekarzy, tak jakby te kilkadziesiąt kilometrów było nie do pokonania :)? Wiem, że za chwilę się oswoimy, ale póki co nam ciężko. Choć dziś wyszliśmy z domu 40 minut później, a to była wartość dodana. Pewnie jak zacznie się budowa i świadomość, że powstaje nasze miejsce na ziemi, będzie inaczej. A szukając pozytywów. Fajnie, że teraz możemy pomieszkać w domu, dzięki czemu rozjaśnia nam się, co byśmy chcieli u siebie, a czego nie. Np. zawsze byłam za zamkniętym planem. Zmieniam zdanie. Fajnie jest coś robić w kuchni i widzieć Chłopaków. Z minusów - zimno w tym domu, a ile much. No i nie można wyjść z domu i za 10 minut być na wypasionym dworcu kolejowym, placu zabaw czy w zoo. Tu takich atrakcji nie mamy. Na szczęście są weekendy i wtedy możemy korzystać. A póki co musimy się wysilić, żeby jakieś ciekawe atrakcje, własnym kosztem zorganizować na podwórku. 

I najważniejsze - co na to wszystko Tygrys? Na pierwszy rzut oka, wydaje się, że wszystko w porządku. Znał miejsce. Tu przecież raczkując froterował podłogi przez 2 miesiące zeszłego lata. Tu pierwszy raz usiadł, nieopodal kominka. Ale widać, że przeżywa. Na ile mogliśmy, odtworzyliśmy Mu pokoik, choć co rusz powtarza: nie ma, nie ma. I to takich drobiazgów np. bozi - małego obrazka z Aniołem Stróżem. A nam serce się kraja. Mamy problem z myciem, bo łazienka przyjaźniejsza dla Smyka, jest na piętrze, a On się boi, co sam mówi: boje. Niby biega po salonie, bawi się, ale z niepokojem spogląda na schody. Chyba myśli, że tak jak w bloku, ktoś mieszka wyżej. Mam nadzieję, że z czasem to minie, ale póki co nam smutno. Śpi spokojnie, choć znowu budzi się ok. 5, ale całą noc przesypia, jak pisałam dziś nawet bez smoka, więc chyba czuje się bezpiecznie. Podejrzewam, że my ze Swoimi emocjami też Mu nie pomagamy. Dlatego musimy się wziąć w garść i nie oglądać się do tyłu, tylko patrzeć w przyszłość. I tym optymistycznym akcentem kończę, żeby nie smęcić, jeszcze raz dziękując za wszelkie słowa wsparcia. 

A w tym całym zamieszaniu zapomnieliśmy, że rok temu (pięć dni wcześniej) mieliśmy długo wyczekiwaną rozprawę. To tylko 12 miesięcy, a wydaje się, że minęło znacznie więcej, odkąd Tygrys jest z nami. Zresztą nam wydaje się, że jest z nami od zawsze. 

26 komentarzy:

  1. Najważniejsze, że jeteście spokojniejsi, macie obraną dobrą drogę i podążacie za synkiem - a z czasem będzie tylko lepiej, w co mocno wierzę.
    Dla każdego zmiany są trudne, a dla dzieciaków szczególnie, ale warto dla własnego kawałka świata, jak o domu mówi mój mąż.
    Wszystkiego dobrego kochani w tych zmianach i planach.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaufam Twojemu Mężowi :)
      A droga wskazana przez panią psycholog, okazała się słuszna. Dawała nam miesiąc i tydzień na zmianę zachowań, a my po zaledwie kilku dniach widzimy poprawę.
      Dziękuję za wsparcie
      Uściski

      Usuń
  2. Wszystko poukłada się pozytywnie, potrzebujecie tylko czasu...:)
    Ja też mam wrażenie, że Tygrys jest z Wami od zawsze :).
    Trzymajcie się cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sami mamy nadzieję, że z czasem nam się w głowach poukłada, a co najważniejsze, że Tygrys w pełni zaakceptuje nową sytuację i nowe miejsce. Na szczęście za 2 może 3 lata będzie już bardziej świadomy zmian, więc będzie łatwiej.
      Buziaki

      Usuń
  3. Ja również po mojej przeprowadzce mam nadal kartony ... i chociaż jest to większe mieszkanie i tak wydaje mi się że tam miałam więcej szafek .. Będzie dobrze poukłada się wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może być inaczej :)
      My tych kartonów nawet nie ruszamy. Stoją sobie na górze i nam nie przeszkadzają. Za to po kolejnej przeprowadzce będzie gorzej, bo przeprowadzimy się z wielkiego domu do naszego, znacznie mniejszego :) Ale już planuję szafki/szafy/schowki, bo lubię uporządkowaną przestrzeń.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Pewnie, że damy. Nie może być inaczej :)

      Usuń
  5. Jeju, nie wiem co takiego wyprawial Tygrysek, ale brzmi powaznie! Ciesze sie, ze pani psycholog utwierdzila Was, ze instynkt dobrze Was prowadzil. :)

    A zmiany... Coz, sama za nimi nie przepadam. Przywiazuje sie do miejsc, rzeczy... Kiedy sprzedawalam wszystkie moje trzy samochody, chcialo mi sie plakac. Kiedy kilka lat temu byla szansa na sprzedaz domu (w koncu to nie wypalilo), chodzilam jak struta, bo kazdy kacik budzil wspomnienia... ;) Nie dziwie sie wiec ani Wam, ani tym bardziej Tygrysowi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym naszym spotkaniu, chętnie spotykałabym się z tą panią nawet co miesiąc. Tak na rozmowę. Po prostu :) A jej wskazówki przynoszą efekty. Choć raz jest lepiej, raz gorzej, ale widzimy światełko w tunelu.
      Przeprowadzka jest dużym stresem, ale wierzę że z każdym dniem będzie tylko lepiej.

      Usuń
  6. I to uczucie, że maluch jest z Wami od zawsze jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Narobiłam zaległości w lekturze i bardzo się cieszę, że jednak te środki farmakologiczne nie były Tygryskowi potrzebne ! Dobrze, że Wasze obawy okazały się jednak nieco na wyrost - ale zawsze lepiej się skonsultować i upewnić, niż potem żałować, że się coś zaniedbało.

    Jeśli chodzi o nowe miejsce - na pewno po prostu potrzebujecie czasu, żeby się przyzwyczaić, przestać tęsknić za dawnym mieszkaniem, ogarnąć nową rzeczywistość. Zobaczysz, że z dnia na dzień będzie już tylko lepiej ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bez konsultacji dalej trwalibyśmy w tym błędnym kole ze szkodą dla wszystkich, a ścieżka wskazana przez psycholog przynosi efekty.
      Z każdym dniem faktycznie jest lepiej. I tak naprawdę co chwilę dostajemy znaki, że obrana droga, jest tą właściwą.

      Usuń
  8. Cieszę się, że spotkaliście tak fajnego psychologa, który utwierdził Was w ..Was;) Wiedziałam, że intuicja Was nie zawiedzie;) Z ciekawości w wolnej chwili poproszę o listę lektur.
    Jeśli chodzi o mieszkanie poza miastem - mieszkałam w Londynie, teraz w wioseczce na odludziu, nie znam sąsiadów, samochód przed domem może jeden dziennie przejedzie. I nie zamieniłabym tego na nic innego! Na muchy są siatki w oknach, ale nic nie zastąpi małym stópkom spaceru na bosaka po trawie, własnego placu zabaw...jeśli kiedyś będziesz chciała zobaczyć, jak się ma otwarta kuchnia do całej reszty- zapraszam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliśmy do wyboru dwa miejsca. Intuicyjnie wybraliśmy jedno i to był strzał w dziesiątkę. Chętnie spotykałabym się z tą kobietką częściej. Tak po prostu, coby porozmawiać o naszym Urwisie :)
      Własne podwórko to z pewnością zaleta. Zresztą widzieliśmy, z jaką radością zasuwał dziś Tygrys wokół domu ze swoimi kuzynami. Mimo to nadal tęsknimy za miastem. Dobrze nam tam było. Ale wiem, że to minie. A z zaproszenia z przyjemnością kiedyś skorzystamy. Dziękujemy.
      A książeczki polecone są autorstwa Isabelle Filliozat. Już do nas idą.

      Usuń
  9. Czasem warto skorzystać z pomocy specjalisty. Po to on jest, choć nam się czasem wydaje, że niby wszystko wiemy ;) Ciekawa jestem jakie książki Wam poleciła.
    Powoli przyzwyczaicie się do nowego miejsca. Zmiany na początku bywają trudne.
    A ten czas tak szybko mija...Zdaje się, że dopiero co czytałam o tym, że zadzwonił do Was ten telefon a tu już tyle czasu minęło :)

    Uściski;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli dużo wiemy, to czasem warto, żeby ktoś z boku spojrzał na nas i coś podpowiedział.
      Aga przyzwyczajamy się. Z każdym dniem jest coraz lepiej. Dziś mieliśmy pierwszą wizytę w nowym domu. Szaleństwo. Ale ku naszemu ogromnemu zdziwieniu Tygrys nie płakał i tylko raz na jakiś czas nas potrzebował. Jak ta zmiana spowoduje kolejne pozytywne w Młodym, jestem za :)

      Usuń
  10. Przeczytałam oba posty. Wyobrażam sobie ile Was to kosztowało emocji, ale cieszę się jednocześnie, że trafiliście na tak fachową pomoc. Zawsze warto jej szukać. Razem na pewno wypracujecie to, co pomoże Tygrysowi i Wam również.
    Powodzenia, Kochani!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana jest wyraźna. I w Tygrysie i w nas, choć nie minął jeszcze tydzień, a sama psycholog dawała nam miesiąc i tydzień :)
      Dziękujemy, z takim wsparciem damy radę.

      Usuń
  11. Kochana bardzo dobrze że poszłaś po poradę, jak swego czasu ja szłam, to ode mnie wszyscy pukali się w czoło a ja wiedziałam że muszę z kimś skonfrontować, popytać... Pomoc otworzy ci głowę, weźmiesz z tego to, co u was działa i nie bój się brać tego co działa a odrzucać/odkładać to, czego nie czujesz. I zobaczysz będzie lepiej, będzie jaśniej, będzie bardziej zrozumiało. ściskam was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja żałuję, że już dawno nie umówiłam nas na takie spotkanie. Naprawdę dużo nam dało. Pozwoliło spojrzeć inaczej na Tygrysa, Jego zachowania, ale też na nas. I rzeczywiście jest jakby jaśniej :)

      Usuń
  12. Super - ogromne zmiany :) powodzenia. Jestem zdania że jeżeli mamy możliwość skorzystać z pomocy to zawsze trzeba z niej korzystać :0

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajnie, że trafiliście na dobrego psychologa. Ja też zabrałam Myszkę jakieś 2 lata temu na wizytę u specjalisty, ale byłam bardzo niezadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko sprowadza się do tego, na kogo trafimy. Nam Pani podpasowała. Także mentalnie i chętnie wracalibyśmy do niej tak po prostu, na rozmowy o Tygrysie, bez szczególnej potrzeby.

      Usuń