poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozstania i powroty

Od mojego powrotu do pracy minął miesiąc. Od dawna przymierzam się do wpisu, ale opornie mi to idzie. Pewnie dlatego, że nie uporałam się jeszcze z tą sytuacją i póki co mam wrażenie, że upływ czasu nie ma tu nic do rzeczy.

Miesiąc temu byłam bardziej optymistycznie nastawiona. Tuż przed świętami cieszyłam się nawet z powrotu do pracy, bo ja po prostu lubię to, co robię (pomijając kwestie osobowe, które trochę utrudniają życie). Pewnie dlatego, że Tygrys zostawał z Tatatu. Sytuacja się zmieniła, kiedy w poświąteczny wtorek musieliśmy zostawić Młodego z Dziadkami i oboje ruszyć do pracy. Chyba sami się nie spodziewaliśmy, że będzie to tak trudne. Synuś zniósł to chyba lepiej od nas, przynajmniej tak nam się wydawało. Nie było płaczu (poza ukradkiem uronionymi łzami, przez nas rzecz jasna). Młody pomachał nam z okiennego parapetu. Z uśmiechem, bo został z ukochanymi Dziadkami, a nam serce pękało. I nadal pęka. Za każdym razem, kiedy się rozstajemy. Trzymamy fason, informujemy Malucha z uśmiechem, że idziemy do pracy zarobić na bułę i niedługo wrócimy, żeby nie odczuł, że dzieje się coś złego.    
 
Pierwszy tydzień był naprawdę trudny. Sytuacja nas przerosła. Bolało rozstanie, przepełniała nas zazdrość o Dziadków i gorycz, że jest tak, a nie inaczej. Do tego Dziadkowie nie ułatwiali zadania, szczególnie Dziadek, który wręcz opanował Tygrysa. Nie pozwalał nam na chwile we Troje. Był ciągle obok. Nawet, jak fizycznie nie był obecny. Taka oto sytuacja… Jesteśmy z Młodym na podwórku na huśtawce. W pewnym momencie słyszymy: dziadzia, dziadzia... I co? Dziadek "sterczy" w oknie. Mieliśmy wrażenie, że za chwilę, jak otworzymy lodówkę, to Dziadzia z niej wyskoczy. Nie wspomnę już o kilku tekstach (które mnie wbiły w podłogę) czy pędzeniu na ratunek przy histerii przy zmianie pieluszki. Mój Tata chyba trochę się zagalopował i za bardzo wczuł się w rolę i mam wrażenie, że nie w tą, co trzeba. Sytuacja okazała się o tyle trudna, że postanowiliśmy pomieszkiwać z Dziadkami w ciągu tygodnia, bo jak pamiętacie mamy kawałek do pracy. Myśleliśmy, że tak będzie lepiej. Ale okazało się, że zmian dla Tygrysa było za dużo. I przez kilka dni u Dziadków nie przespaliśmy ani jednej nocy. Ostatniej przed weekendem bezsennej i przepłakanej, nie tylko przez Tygrysa, podjęłam decyzję - dojeżdżamy. 

I to była słuszna decyzja. Dla wszystkich wyszła na dobre. Choć nie wiem, jak Młody znosi dojazdy. Co prawda zbytnio nie marudzi, ale póki co nie powie nam czy nie są dla niego zbyt męczące. Mam nadzieję, że nie. Emocje opadły, atmosfera się oczyściła, wszyscy są zadowoleni. Tygrys więcej nocy przesypia, choć i teraz zdarza Mu się odreagowywać. Niby w dzień jest w porządku, bez problemu zostaje z Dziadkami, ale zdarzają Mu się niespokojne noce. 

Wiem, że Rodzice/Dziadkowie nie chcieli źle. Po prostu trochę się zagalopowali. Tak samo, jak my cieszą się z Wnuka. Przecież długo na Niego czekali, ale teraz jest lepiej. Nie bez znaczenia była też nasza zazdrość i inne negatywne uczucia. Pewnie za jakiś czas będziemy musieli podjąć nowe decyzje, ale może do tej pory wyjaśnią się pewne sprawy i będzie łatwiej. 

Dziadek nadal trochę nas przytłacza swoją miłością/zaborczością, choć widzę, że stara się hamować, ale taką już ma naturę, że musi być w centrum wydarzeń/zainteresowań. Mam nadzieję, że z czasem ochłonie, albo najzwyczajniej w świecie się zmęczy. Dziś, po wizycie z Maluchem u nas w pracy widzimy zmianę na lepsze. Chyba i w nas samych coś się powoli zmienia. I te wszystkie negatywne uczucia tracą na mocy. 

Skłamałabym, gdybym napisała, że powrót to pracy mnie nie cieszy. Cieszy, ale jestem rozdarta. Z jednej strony realizuję się w pracy. Z drugiej - przepełnia mnie ogromna tęsknota i żal, że nie mogę być więcej z Młodym. Szkoda, że nie da się tego jakoś połączyć. 



A jako, że mamy dla siebie naprawdę mało czasu, korzystamy z każdej chwili. Poza czasem w aucie, mamy dla siebie 1,5 - 2 h do czasu jak Tygrys zapadnie w sen, a odpływa nadal wcześnie, bo koło 19. Weekendy to prawdziwe święto. Celebrujemy czas we Troje. Tak, jak wczoraj. Wspólna Msza Święta (pierwsza spokojna :), posiłki i wizyta w zoo. Pogoda, mimo fatalnych prognoz nam dopisała. A co Tygrysowi najbardziej się podobało? Niedźwiedź nawet, nawet. Sowa całkiem, całkiem. Ale największe wrażenie zrobiły na nim kurki i kogut. W końcu należy do pokolenia, które drób czy inną domową zwierzynę będzie widziało w zoo, ewentualnie w gospodarstwach agroturystycznych. To my mieliśmy szczęście i Dziadków, którzy hodowali kury, króliki czy nutrie. I przynajmniej część zainteresowania i uczuć lokowali w swoim inwentarzu :)



26 komentarzy:

  1. Wierzę, że jest Ci bardzo trudno. Ja nawet jak jadę do lekarza na kilka godzin to tęsknię. Ale wierzę, ze dasz radę i w końcu wszyscy przywykniece do nowej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mamy wyjścia. Powoli wszystko się normuje.

      Usuń
  2. To już miesiąc! Czekałam na taki wpis jak Wam idzie ta nowa codzienność. I chyba faktycznie lepiej jak nocki tygrysek spędzą w swoim łóżeczku. A taka nadgorliwość dziadków mimo ze cieszy z jednej strony to z drugiej jest trochę męcząca na pewno:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się, że Dziadkowie tak pokochali Wnusia, ale są chwile, że przesadzają, szczególnie Dziadek. Czasem Babcia przy Nim nie ma dostępu do Tygrysa. Zmieni się to pewnie, jak Dziadek wróci do pracy. Tylko mam wrażenie, że nie bardzo chce Mu się zdrowieć :)

      Usuń
  3. Wiem jak bardzo jest Wam trudno, bo zapewne jednak i Tatatu ciężko po dwóch tygodniach z Synusiem. Ale wiem też, że dacie radę :)
    Wydaje mi się, że Dziadziatu trochę się rozpędził, ale też zrozumiał i teraz będzie lepiej :)
    A Wy cieszcie się sobą i wspólnym weekendowym czasem!
    U nas Motylek hasa po domu do 22-23 czasem i nie mogę jej przestawić póki co, ale to też nie dobrze. Wydaje mi się, że lepiej jak Tygrysek wcześniej chodzi spać! :)
    Buziaki Kochani! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Motylek jest niezłą zawodniczką. Tygrys pada między 18 a 19. Raz zdarzyło nam się, że biegał do 21. Nie ubolewam. Chociaż teraz jak mamy tak mało czasu dla siebie mógłby trochę dłużej wytrzymać, choć 0,5 godziny :)
      Powolutku ogarniamy sytuację, chociaż tęsknota pewnie nigdy nie minie.
      Uściski

      Usuń
  4. Nie ma niestety złotego środka. Tu tylko rozwaga u dobra wola i dziadków i rodziców. Przytulam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra wola jest. Decydujące są chyba przymioty charakteru mojego Taty, ale mam nadzieję Go ciut przyhamować :)

      Usuń
  5. Ech rozumiem Cię, bo sama miałam podobne akcje i miewam. Ale rada jest jedna - rozmawiać z dziadkiem na spokojnie i tłumaczyć, jak się czujecie i czego oczekujecie. To szybko poprawia relacje, bo bez takiej rozmowy to tylko narastają sądy...
    Trzymajcie się tam, będzie dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbujemy rozmawiać, ale i tak każdy ma swój ogląd sytuacji. Póki co nie jest źle. Dojazdy, choć męczące wyszły wszystkim na dobre. Zdarza nam się jedną noc przenocować i jest w porządku. Po prostu przywołuję Dziadka do porządku jak np. próbuje rozbawiać Młodego, gdy ma akurat chcemy położyć Go spać.

      Usuń
  6. No to faktycznie dużo zmian na raz. Też wydaje mi się, że nawet kosztem dojazdów lepiej być na swoim. Trzymam kciuki, żebyście jak najszybciej okrzepli w nowej sytuacji i przyzwyczaili się do zmienionych ról.

    Rozumiem, że pojawia się zazdrość. Z drugiej strony myślę sobie, że to wspaniałe, że dziadkowie tak bardzo chcą się angażować w opiekę nad Tygrysem. Teraz wyzwanie przed wami, jak to zaangażowanie, mądrze i dobrze dla Was i dla Tygrysa wykorzystać, a tam gdzie trzeba ostudzić... Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten moment wiem, że decyzja była słuszna. Od soboty Chłopak przespał spokojnie wszystkie noce. To chyba znak, że powoli oswaja się z nową sytuacją.
      Tak, jak piszesz - studzimy, sami zmieniamy nastawienie i jest coraz lepiej. I cieszę się, że Tygrys jest z Dziadkami i nie musiałam Go powierzać w obce ręce.

      Usuń
  7. Doskonae rozumiem to rozdarcie i .. zazdrość. Miałam tak, jak Tolcia wybrała przedszkole a nie pobyt nadal z mamą w domu :) Z czasem przechodzi, choć mam gdzieś poczucie, że ja coś tracę, Ona natomiast wiem, że zyskuje i to się liczy.
    A z tym zagalopowaniem, ech, trochę współczuję, bo wiem jak trudno w takich sytuacjach bywa, a wszelkie próby rozmowy z tą drugą stroną, mogą byc odebrane jako atak itp Oby się unormowało, dobrze, że powoli Tato stopuje. Moja sąsiadka ma taką sytuacje z teściową, mieszkającą na sąsiedniej posesji.. ale ona to przegina po całości, no tak się wtrąca w wychowanie, jest zaborcza, kontroluje, chce mieć władzę wieksza niż rodzice - i obraza się jak oni się na to nie zgadzają. Chore co.
    A to zarabianie na bułę - rozbawiłas mnie :)
    Ściskam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że jak pohamowałam zazdrość to jest mi łatwiej i inaczej patrzę na sytuację. Chociaż to poczucie straty chyba nigdy nie minie.
      Mój Tata jest w gorącej wodzie kąpany, zawsze musi być widoczny i pierwszy. I wychodzi to także w opiece nad Wnukiem. Nawet Babcia czasem nie ma zbyt wiele okazji pobyć z Młodym sama, więc wspólnymi siłami próbujemy utemperować Dziadzia.
      Generalnie Rodzice poza tym zdominowaniem Tygrysa są w porządku, głównie moja Mama, bo na Nią spada ciężar opieki. Wiadomo Dziadek to do zabawy i spacerów, Ona musi zadbać o resztę, a i nas jeszcze stołuje. Trzyma jeden front, dzwoni i pyta o radę np. co do posiłków, choć tłumaczę, że przecież nie skrzywdzi Młodego. Pod tym względem nie jest źle.
      A o bule Babcia raz tak powiedziała i zostało. Także codziennie w pocie czoła zarabiamy na buły. Mało tego... jedną musimy mieć pod ręką w pracy, jakby Chłopak przyszedł i miał ochotę karmić obok gołębie :) Poza tym jest uzależniony od buł.
      Buziaki

      Usuń
  8. Odwieczny dylemat mam pracujacych:( Mam nadzieje,ze teraz bedzie juz z gorki. Powiem Ci ,ze takie wsparcie dziadkow(nawet takie przesadzone) jest bardzo cenne. Ja takiej mozliwosci nie mam, dlatego o powrocie do pracy nie mysle.
    Z drugiej strony takie mieszkanie z rodzicami nawet na chwile zawsze jest najgorsza z opcji-wiem cos o tym. Dobre przy tym sa nawet te dojazdy.
    Zycze duzo dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo doceniam pomoc Dziadków. Bez Nich powrót do pracy byłby o wiele trudniejszy. Ale łatwiej nam wszystkim, jak nie pomieszkujemy razem. Tak jest dobrze. Od razu atmosfera jest lżejsza.
      Uściski

      Usuń
  9. Szczęścia tylko :)

    --
    http://pomocwpisaniu.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozumię Cie bardzo dobrze, powrót do pracy zawsze jest ciężki a i to lekkie uczucie zazdrości też jes normalne. Mam nadzieję że szybko sie przyzwyczaicie do nowej sytuacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z każdym dniem jest lepiej.
      Najważniejsze, że widzimy, że Tygrys wie, że rozumie sytuację, wie że wrócimy.

      Usuń
  11. Już miesiąc... Czas szybko leci.
    Poszłam do pracy na kilka miesięcy kiedy Eliza kończyła przedszkole i zaczynała szkołę- wtedy było to dla mnie łatwe, bo Ona była w placówce, ja w pracy... Jednak sprawa z młodszymi dziećmi to zupełnie inna para kaloszy. Na bułę jednak trzeba zarabiać, tym bardziej jeśli lubi się swoją pracę, trzeba też mieć na uwadze kwestię jej nie stracenia. A czas naprawdę szybko leci i Tygrysek przestanie niedługo być małym Tygryskiem. Wtedy powinno być łatwiej.

    Z dziadkiem podobno przejścia miał mój brat po urodzeniu się ich synka. Tam to już było totalne przegięcie, bo nie dość, że Oni razem mieszkali, to brat i ojciec pracują w jednej firmie. Ojciec natomiast, który w swojej roli życia spisał się dość marnie, bardzo mocno ożywił się jako dziadek, do tego stopnia, że chciał dziecku zastąpić nie tylko ojca, ale i matkę. I powiem Ci, że różnie tam między nimi bywało, czasami bardzo nieciekawie, bo mój ojciec to z tych, którzy nie dadzą sobie nic powiedzieć. Ale... dziś jest ok :)
    Mam nadzieję, że rozmowa i trzymanie się ustalonych przez WAS zasad powinno pomóc.
    Trzymaj się Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już ponad miesiąc :) Sama nie wiem, kiedy to zleciało.
      Na szczęście Tata przestał się już obrażać. A czasami muszę do Niego dość ostro mówić, bo plecie 3 po 3. Nie dalej jak przed chwilą musiałam hamować Jego zapędy, bo nie daje dostępu do Tygrysa Babci. Ma swój pomysł i koniec. Co usłyszałam, że niedługo umrze i musi nacieszyć się wnukiem. Oj, oberwało Mu się, zwłaszcza, że umiera odkąd pamiętam. Takie oto smaczki. A Tata miał mało czasu dla nas. Zarabiał na tą przysłowiową już bułę :) Jak ja się urodziłam był dość młody, więc co innego miał jeszcze w głowie. A teraz nadrabia ze zdwojoną siłą, a tak się stało, że od dłuższego czasu jest na zwolnieniu. I coś czuję, że nie bardzo ma ochotę (zdrowie swoją drogą) do niej wracać. Ale Babcia ma też chyba dość, więc razem damy radę.
      Uściski

      Usuń
  12. Zapraszamy na otwarcie kurnika, jeśli wreszcie stanie i pojawią się kury, Tygrys z Rodzicami będą gośćmi honorowymi;)
    Myślę o Was często, zastanawiałam się jak wszyscy się odnajdujecie w tej nowej dla Was sytuacji.
    Dobrze, że Tygrysiątko nieźle znosi tą sytuację. Jak najwięcej chwil we troje życzę, mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Staramy się korzystać z każdej chwili.
      Chętnie skorzystamy z zaproszenia. Dziś nawet wiatry nie przeszkadzały Tygrysowi w "sterczeniu" przy klatce. A i z Waszego doświadczenia mamy nadzieję skorzystać w przyszłości z Waszego doświadczenia.

      Usuń
  13. Moje zdanie już znasz z naszej prywatnej korespondencji, więc nie będę się powtarzać. Natomiast o Waszej wizycie w zoo dopiero teraz przeczytałam i przypomniałam sobie naszą :) Bąblowi zainteresowania i cierpliwości starczyło tylko dla części okazów we wrocławskim afrykarium - natomiast po wyjściu na zewnątrz zdecydowanie bardziej interesowały go latarnie i kosze na śmieci, niż żyrafy czy słonie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze ZOO jest niewielkie w porównaniu do wrocławskiego, więc cierpliwości starcza na dłużej. Zresztą i tak zawsze lądujemy przy kurach. Dobrze, że po drodze do wyjścia jest kilka klatek z drobiem różnego rodzaju :)

      Usuń