środa, 20 maja 2020

Pierwsza połowa maja

Trudno mi uwierzyć, że jesteśmy w drugiej połowie maja, choć aura za oknem raczej jesienna niż wiosenna. To w ostatnich dniach, ale pierwsze dni maja pozwoliły nam się nacieszyć słonkiem i piękną pogodą. Korzystaliśmy z podwórka ile się dało. Cieszyliśmy się każdym pąkiem, listkiem i kwiatem na drzewkach. Wschodzącą rzodkiewką i sałatą w ogródku. Docenialiśmy ten nasz kawałek działki i łąki za płotem, po której mogliśmy spacerować bez maseczek. Cieszyć się mniszkami i dmuchawcami, stokrotkami, żerzuchą łąkową i odkrywaniem przez Tygrysa norek i innych dziwów przyrody. W tym pokrzywy. Nasze dziecko nie znało pokrzywy. Wleźć w nią nie miało specjalnie okazji, bo u nas i w najbliższym sąsiedztwie jej zwyczajnie nie ma. Ale mieliśmy małą wycieczkę i pokrzywy pod dostatkiem. Co prawda wycieczka w celu zawodowym, ale za to w jakich okolicznościach przyrody... Stary sad (tuż powojenny) z pokrzywami właśnie. Krzaki dzikiego bzu. Przedwojenna piwniczka. I bonus... brak sąsiadów. Coś pięknego. Tata popracował, a my pospacerowaliśmy. 

Udało się w minionych dwóch tygodniach sporo zdziałać wokół domu. Wreszcie mamy skończony taras, a rzutem na taśmę udało się zrobić kratownice przy wiacie, za którymi nie widać bałaganu i dobytku, którego póki co nie mamy gdzie podziać. A z resztek desek tarasowych Chłopaki skręcili donice. Na razie puste, ale lokalny ryneczek już działa, więc lada moment zapełniemy je kwieciem. Miło będzie poczytać na tarasie. Jak dotąd uskuteczniliśmy tylko jedno wieczorne czytanie z Tygrysem. Czekamy na lepszą pogodę, żeby częściej czytać przed snem na zewnątrz.









Mnie cieszy kiść bzu na drzewku. Jedna jedyna, ale piękna. I przez chwilę bez z działki dziadków. Dziki. Sadzony przez dziadka. Nie wiadomo jak długo jeszcze będę mogła uczknąć kilka gałązek. Dziadków nie ma. Dom popada w coraz większą ruinę, a spadkobiercy nie mogą się dogadać. Ale w końcu ktoś odpuści. I działka pójdzie w obce ręce. Trudne to, ale chyba taka kolej rzeczy. To było pierwsze miejsce, w którym chcieliśmy zapuścić korzenie, ale wiadomo... z rodziną to tylko na zdjęciu, a i zdjęć już się z tą rodziną nawet nie robi. Przykre to. A z przyjemniejszych rzeczy okołodomowych, Tata Tygrysa zabrał się za ścieżkę do domu. Jak to kiedyś powiedziała nasza sąsiadka... nowoczesną. A nam się taka właśnie podoba. 







Minione tygodnie to czas kuriera. Długo nie zamawiałam nic przez internet, pomijając to, co niezbędne do życia. Ale przecież książki też są ważne. Co prawda zarówno dziecięca, jak i dorosła biblioteczka pęka w szwach, ale ileż można czytać to samo, zwłaszcza jeśli chodzi o literaturę dziecięcą. Nasza biblioteka była jeszcze zamknięta. Co prawda od pani od wspomnianego sadu dostaliśmy kilka tytułów z sąsiedniej gminy, ale książek nigdy dość. Jako, że Tygrys zaczął czytać (tak po prostu pewnego dnia) zamówiłam "Elementarz współczesny" i rzeczywiście się sprawdza. Falskiego, którego mamy w domu nie dał rady przeskoczyć. Po Fenku i Kici Koci przyszedł czas na nowego idola. Teraz u nas rządzi Nela. Jeden tytuł zakupiony, trzy z bibliotek, ale to seria, która zagości na naszych domowych półkach. I jeszcze jeden ulubieniec. Wesoły Ryjek i wiosna. Długo wyczekiwany przez Tygrysa. W wieczornym czytaniu nie może zabraknąć chociaż jednego tytułu z twórczości Pana Widłaka. Ryjek albo Pan Kuleczka być musi. Do tego Skarpetki i obowiązkowo coś religijnego. Do książki "Z Jezusem przez Biblię" długo się przymierzałam. Przekonały mnie zaprzyjaźnione dziewczyny z bloga i IG. Przyznaję, że warto było. A i dla nas coś się znalazło. Skromniutko. Po jednym tytule, ale jest. I jeszcze gry. Superfarmer i Totem. Druga czeka na Dzień Dziecka. Pierwsza... Tygrys długo się przekonywał. Fakt, dla pięciolatka trochę za długie rozgrywki. Do tego jeszcze ryzyko utraty wszystkiego, co dla Tygrysa jest trudne to przeżycia. Ale dostosowaliśmy zasady na ten moment i wciągnął się. Gra warta polecenia. Swoją drogą może coś jeszcze podpowiecie, bo za dużo jest tego na rynku i trudno wybrać coś wartościowego. 



Kolejna przesyłka od Mocnych w Duchu. Odkąd towarzyszy nam program dla dzieci w naszym domu rozbrzmiewają piosenki zespołu, także cieszymy się, że mamy sporo utworów na płytach. Do tego książki dla młodszych i starszych czytelników. 


I książka, której chyba nie trzeba reklamować. Oswajam się z nią, bo mam ostatnio lekki kryzys macierzyństwa. Ścieramy się z Tygrysem. On chce mamę na wyłączność, bo w końcu jestem mamą. A ja przecież jestem jeszcze kimś więcej i jest chwilami ostro. Ale w  końcu wejdę w tą lekturę. I wierzę, że sporo dobra  z niej wyniosę dla siebie. 


I wreszcie coś dla ciała. To tylko część dobra od ZIOŁOWEGO ZAKĄTKA. W normalnej sytuacji robilibyśmy zakupy w sklepie stacjonarnym, bo mamy to tego pięknego miejsca niedaleko. Ale jest jak jest, posiłkujemy się internetem. Polecamy nie tylko herbatki, choć ta z kurkumą jest świetna, ale jeszcze zioła. Przyprawy do rosołu i bazyliowo-pomidorowa do jajecznicy. Wyborne. A miejsce i biznes stworzone z pasji. 




Poza tym codzienność. Dzień podobny do dnia. Choć można rzec, że u nas pierwsze objawy powrotu do normalności. Rano grzmi budzik. Tata Tygrysa wrócił do pracy. Ja nadal zdalnie. Muszę przyznać, że Tygrys jest dzielny. Nie przeszkadza, ale pilnuje, żebym za dużo czasu przy pracy nie spędziła. Sam albo się bawi, albo uzupełnia swoje podręczniki. Druga opcja bardziej sprzyja pracy. Czasem zdarza mi się nawet zrobić kilka rządków na szydełku. 


Te dwa zdjęcia poniżej warte są uwiecznienia. Nasze dziecko nie jest zbyt skore do samodzielnej zabawy i do jej kreowania. A tu nas zaskoczył. Obserwował dziadka i tatę przy pracy. W jedno miejsce ściągnął resztki desek, patyki i budował. Rozczulał mnie jak ołówkiem stolarskim oznaczał miejsca cięcia/gięcia/wbijania. Następnego dnia dostał jeszcze cztery opony i tworzył już prawdziwe pojazdy.



Nadal towarzyszą nam Mocni w Duchu i za ich sprawą Tygrys wyciągnął plastelinę. Zwierzyniec ciągle nam się rozrasta.


Mamy też nową pasję. Były dinozaury, Egipt, więc chronologicznie przyszedł czas na rycerzy.


Na koniec jeszcze oddam głos Tygrysowi. Spisuję te jego "złote myśli" gdzieś na karteluszkach, więc żeby nie umknęły, utrwalam je tutaj...

Jakiś czas temu. Jemy obiad. Na naszym talerzu brokuły. Na tygrysim ogórek kiszony. Tygrys stwierdza: Chciałbym zjeść brokuła, ale biję się z myślami. Zjeść czy nie zjeść? Walkę przegrali rodzice. 

W żartach chlapnęłam, że tata jest pijak. Obrońca na to: tata nie jest pijak, bo nie zachowuje się, jak głupi. Słuszna uwaga.

Mamy taki czas (dla mnie uroczy), że Synek obsypuje mnie komplemetami, kwiatkami, laurkami i wyznaniami miłości. To jest ten etap w życiu, kiedy zadaje pytania czemu nie mogę mieć dwóch mężów. A najbardziej rozczulił mnie tekst: Jakby tata cię nie wziął (w domyśle za żonę), to bym się z tobą ożenił. I jak tu nie kochać teg naszego Szkraba?

Pędzę spać, bo za chwilę czwartek i czas chyba zacząć utrwalać na "papierze" kolejny tydzień. Z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy tu do nas ciągle zaglądają. Miło, że jesteście z nami. 








9 komentarzy:

  1. Jak Tygrys zaczyna przygodę z czytaniem możecie spróbować serię „Czytam sobie” – ta sama metodologia co elementarz, który macie. Są trzy poziomy. Książeczki niestety są dość „nierówne” nam słabo pasuje seria z legendami i patriotyczna, reszta całkiem OK.
    Mój starszak w tym wieku lubił Paddingtona, zaczęliśmy też przygodę z Doktorem Dollitle i książkami Astrid Lindgren (ale głównie audiobooki rewelacyjnie czytane przez Edytę Jungowską). Był też szał na Mikołajka – niby dla trochę starszych dzieci ale mój uwielbiał w okresie przedszkolnym.
    Z fajnych serii jest też Detektyw Pozytywka.
    Z gier bardzo lubimy serię Smart Games z Granny, Pedzące żółwie, 5 sekund, Mistakos, Jenga. Ostatnio młody wyciągnął mój stary Eurobiznes i Monopol po mojej siostrze – ale to chyba dla trochę starszych dzieci. Super farmer też jest super ale jak Tygrys nie lubi jak się wszystko traci to może być ciężko. Za to zupełnie nie idą nam gry karciane…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamówiłam dwie książeczki z poziomu pierwszego. Zobaczymy jak się sprawdzą. Póki co Tygrys strona po stronie czyta elementarz, ale widzę że już się zraża, jak widzi, że są coraz dłuższe teksty. Więc może ta seria w pojedynczych książeczkach będzie dla niego przyjemniejsza. Doktor Dolitte to u nas hit. Najgorzej, że w pierwszej części wypisanych jest sporo tytułów, a są nie do dostania i Młody zawiedziony. Audiobooki u nas się nie sprawdzają, poza jednym z Pomelody z krótkimi opowiadaniami. Wypożyczyłam nawet te z Jungowską, ale Tyrysowi coś nie przypadły d gustu. Za jakiś czas spróbujemy znowu. Pana Pozytywki i Mikołajka jeszcze nie znamy. Chętnie poczytamy.
      Eurobiznes wśród pięciolatków znajomych robi furorę. Myślę, że moglibyśmy spróbować. Tymbardziej, że na liście ulubionych gier Tygrysa jest Kolejka. Karciankę znamy tylko jedną. Uno. I lubimy wszyscy łącznie z dziadkami.
      Serdeczności

      Usuń
  2. U nas od kilku dni wspaniała pogoda, wręcz gorąco. Z kurtek przenieśliśmy się od razu na krótki rękaw a z botków na sandały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak fajnie. U nas nadal nieprzyjemnie. Wieje. Także pozytywnie zazdrościmy.

      Usuń
  3. Pieknie tam u Was. Fajowy ten chodniczek pokaż koniecznie zdjecie w całości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Chodniczek stanął w miejscu. Czeka na czas i pogodę. Na pewno pokażę.

      Usuń
  4. Nie wiem czy nowoczesny, ale na pewno oryginalny i bardzo bardzo ładny ten chodnik ☺️

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny ten Wasz kawałek nieba na ziemi! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeuroczy ten Junior z tymi dechami:) mam takie same zdjęcia z tego okresu jak Tymon taki skupiony konstruował-ujmujące chwile. :)
    Ścieżka rewelacja, ja osobiście uważam, że taki kamień jest ponadczasowy i nie ma tu co się doszukiwać nowoczesności lub nie, sąsiadka nie zna się, dla mnie super!! Dałabym tylko więcej cementu/głębszy rowek/ żeby kamyki z czasem się nie obluzowaly po mrozach, pisze z doświadczenia ;)

    OdpowiedzUsuń