Nie pisałam chwilę, a teraz posty wyskakują jeden po drugim, jakby nadrabiały zaległości, zanim znów zapanuje cisza. Choć i tak minął tydzień urlopu, zanim przysiadłam do kolejnego wpisu. Nastrój co prawda nie sprzyja pisaniu. Kolejna, dość poważna awaria za nami. I wcale nie chodzi o zmywarkę, która w minionym tygodniu zapewniała nam wodne atrakcje, idealne na upał. Chodzi o emocje. Dziś rano weszły na najwyższy poziom. Jest 19, a ja po przepłakaniu poranka mało co widzę. Nie wiem, skąd wzięłam siły na pakowanie nas na wyjazd, a Tata Tygrysa na wyjazd na mecz z Młodym. Mam poważny kryzys sowich kompetencji rodzicielskich. Który to już w tym tygodniu? Przeraża mnie wizja urlopu i wybuchu emocji nie na swoim terenie. Ale zapuściłam górskie rytmy, zaklinam rzeczywistość i powspominam sobie trochę lipiec.